Przyrodnie rodzeństwo: Jordy, Chloe i Aleks zamieszkują po ślubie swoich rodziców w starym wiktoriańskim domu. Pewnego dnia postanawiają wybrać się na strych, żeby odszukać pamiątkowy zegarek należący do starszego pana - właściciela tego domu. Jeden krok za dużo w poszukiwaniu Aleksa, który "się zawieruszył" sprawia, że przekraczają granicę swojskiego strychu i wchodzą na rozległe tereny Attyki (jak nazwie tę krainę Chloe). To miejsce tylko na pierwszy rzut oka przypomina zwyczajny strych. Naprawdę jest bezkresną krainą zaludnioną przez dziwnych mieszkańców, a w miarę jak wędrówka dzieci trwa, kraj pokazuje coraz to nowe, zazwyczaj niestety niebezpieczne oblicze.
Wzgórza komód, lasy wieszaków, zarośla splątanych wędek - świat, który tworzą sprzęty gromadzone latami, podobny do naszego, ale i będący jego bardzo dalekim echem, krzywym odbiciem. I mieszkańcy - niepodobni do nikogo, dla których ludzie są zjawami, które należy unieszkodliwić...
Czyta się tę książkę jednym tchem: niesamowite przygody, nieoczekiwane spotkania, atmosfera ni to grozy, ni niespodzianki niepokoi i popycha do dalszej lektury. Autor przedstawił poprzez trójkę bohaterów trzy typy osobowości i bawi się nimi, pokazując jednocześnie czytelnikowi zalety i wady różnych postaw i działań. Równocześnie przestrzeń strychu została przedstawiona nie tylko jako kraina: jest jakby żywym organizmem. Pomaga tym, którzy są mu przychylni, a niszczy swych przeciwników, cały czas krok po kroku zmienia też wędrowców - czy odmienia ich charaktery, czy tylko uwydatnia niektóre cechy, nie wiadomo... Czy to Attyka wysyła swoim gościom (a może powinnam napisać "zakładnikom") sygnały o niebezpieczeństwach, czy może oni w poczuciu zagrożenia uruchamiają dodatkowe zmysły, analizują każdy dźwięk i obraz?
Książka jest adresowana do młodszych nastolatków i myślę, że będzie dla nich historią fascynującej wyprawy, a może też zainspiruje do szukania przygód całkiem blisko, a nie tylko w odległych krainach. W końcu strych to przecież miejsce, które mamy na wyciągnięcie ręki, a jak widać może być o wiele bardziej egzotyczne niż najdalsze lądy.
Ja czytałam tę książkę również jako piękne porównanie, gdzie Attyka równa się Pamięć... Może więc to być wyprawa równie ciekawa dla nas, rodziców, jak dla naszych dzieci, ale jakże inna.
Także poza attykami naszych czół kryją się przecież nieogarnione przestrzenie wspomnień, uczuć, myśli. Niektóre są piękne, a inne straszne, jeszcze inne niebezpieczne w swym pędzie do bycia rzeczą jedyną, najważniejszą, gotowe zniszczyć wszystkie inne...
I tak, jak strych z powieści, te nasze światy też zmieniają każdego z nas zawsze, gdy tylko się wybierzemy, by je odwiedzić - szukamy tam wartościowych drobiazgów, małych klejnotów, ale niech się strzeże każdy, kto się w nie zbytnio zagłębi: mają moc zmieniania ludzi. Jednym dodają doświadczeń, a innych zatrzymują w swej pokrytej pajęczynami przeszłości, przepoczwarzają, zmieniają w szperaczy gotowych oddać wszystko za jedno wspomnienie.
Na pewno są fascynujące, ale czy warto zostawać tam na wieczność? Może należy szukać map, a potem naszych własnych zejść - do świata nie tak tajemniczego, ale żywego, w którym czas płynie do przodu, a nie wstecz...
To tylko jedna z wielu refleksji, nasuwających mi się po przeczytaniu tej niezwykłej książki. Czekam na drugi tom i na kolejne wyprawy - czy też w głąb naszych myśli?
i2h2