Binta tańczy

"Binta tańczy"

Autor: Eva Susso

Ilustracje: Benjamin Chaud

Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Wyd. Zakamarki, Poznań 2008


Energetyczna, pełna pozytywnych wibracji, inspirująca, motywująca do przełamania się i zabawy. Taka jest właśnie "Binta" Evy Susso. Prosta w formie, bardzo oszczędna w słowach. Można z powodzeniem czytać ją dzieciom w różnym wieku - zareagują jednakowo żywiołowo.

Najmłodszego czytelnika, adresata tej książki, zainteresują z pewnością soczyste barwy, w jakich utrzymane są ilustracje autorstwa Benjamina Chaud'a. Ilustracji jest tu zresztą zdecydowanie więcej niż tekstu. Czytelne, wyraźne, ledwie okraszone lakonicznym komentarzem autorki, przywołują na myśl obrazki z pierwszych książeczek malucha, z łatwością pozwalające nazywać to, co dziecko widzi. Ich lekkość, spójność z tekstem, dynamika są tu prawdziwym strzałem w dziesiątkę.

Ale to dopiero początek doskonałej zabawy, którą gwarantuje kontakt z tą książką. Zachwyca pomysł zastosowania lubianych przez dzieci wyrazów dźwiękonaśladowczych - dudniących bębnów, tupiących nóg i tych najbardziej oryginalnych - kołyszących się w rytm muzyki pośladków. Autorce (oraz tłumaczce!) w ciekawy sposób udaje się uciec od schematów, tworząc własne, niebanalne kompozycje. Ale nie tylko niemowlęta będą zadowolone. Wielce prawdopodobne, że również starsze rodzeństwo, zainspirowane lekturą, podejmie się wykonania kilku własnych, tanecznych akrobacji, popisów instrumentalnych, a może nawet samodzielnego czytania maluchom (moja czterolatka czytuje bratu "Bintę". z pamięci).

Jeśli szukacie inspiracji do zabaw z maluchem, nie wahajcie się ani chwili dłużej. Bo czy patrząc na tańczącą Bintę można nie chcieć zeskoczyć z fotela, kanapy, łóżka i rzucić w wir zabawy? Binta czuje w sobie porywający ją rytm - ale nie tylko ona. Czuje go i wybija na bębenkach cała jej rodzina. I to jaka rodzina! Czwórka dzieci plus dwoje dorosłych to całkiem przyzwoity zestaw instrumentalny. Czy w tak licznym gronie w ogóle można się nudzić?

Warto zwrócić uwagę na unoszący się w wieczornym powietrzu błogi nastrój fiesty - rozświetlone, barwne lampiony rozwieszone w ogrodzie, wspólne, rodzinne muzykowanie pod chmurką, aż do późnych godzin nocnych. Myślę, że w tym tkwi niezwykłość tej książki. Rodzina Binty wychodzi ze swoim muzykowaniem na zewnątrz, do świata, nie zamyka się w czterech ścianach domu. Widać, że to, co robią Binta, Ajsza, Babo, Lalo i ich rodzice, sprawia im autentyczną frajdę. Czy zauważyliście, że nie ma tu strachu przed ośmieszeniem, przed tym, co powiedzą sąsiedzi?

Rozczuliła mnie Binta - mała dziewczynka, szykująca się na to rodzinne "święto" niczym panna młoda na własne wesele. Otulona welonem, z kwiatkami we włosach - taka śliczna cała, wzruszająca.

Tańcząca Binta przypomina o trzech rzeczach, o których zbyt często zapominamy:
- po pierwsze, by nie siedzieć w miejscu.
- po drugie, by nawet pozornie niewiele znaczące chwile mogły być świętem.
- i po trzecie, by dobrze się bawić - wspólnie z dziećmi.

Agnieszka Alichnowicz


Nie tylko "Binta tańczy". Jej tata i bracia grają, jej mama i siostra tańczą! Wydaje się, że robią to często. Ta barwna rodzina sprawiła wiele radości mojej własnej rodzinie. Książka jest naprawdę interesująca dla czytelników w różnym wieku - niemowlaka, przedszkolaka, młodszego ucznia. Dla malucha, którego zaczynają interesować obrazki, atrakcyjne będą rysunki postaci i przedmiotów - duże i wyraźne, dobrze wyróżniają się na białym tle. Słów jest akurat tyle, że niemowlak jest w stanie wysiedzieć, wysłuchać i zachwycić się onomatopejami mówiącymi jakie dźwięki wydają bębny, tańczące nogi i kołyszące się biodra. To może być świetna książka na pierwszą lekturę. Tekst opisuje tylko to, co widzimy, czasem nawet mniej. Taki zabieg prowokuje czytelnika i oglądającego do dodania czegoś od siebie. Rodzic i dziecko, nawet bardzo małe, mogą wiele dopowiedzieć.

Historia jest bardzo ciepła, choć to tylko kilka scenek. Najpierw poznajemy wszystkich członków rodziny, potem widzimy, że do czegoś się przygotowują. Tytułowa bohaterka pojawia się odświętnie ubrana. Zaczynają się pląsy. Nadchodzi noc i Binta zasypia przytulona do kury i psa.

Nietuzinkowa mama z kwiatem za uchem, ciemnoskóry tata grający na bębnie, czworo żywiołowo zachowujących się dzieci, skromny przytulny dom, pełen lampionów ogród i wesołe "śpiewające" zwierzaki składają się na obraz rodziny wyraźnie żyjącej w odmienny od przeciętnego sposób. "Binta tańczy" daje dziecku pierwszą lekcję tolerancji odmienności.

Mój niespełna półtoraroczny syn wraca do tej książki kilkanaście razy dziennie, jego starszy brat "czyta" mu książkę z pamięci, ich tata pyta - "Czy są następne części?". Taka to frajda mieć tę książkę.

Aneta Bohaczewska-Petryna