"Cecylka Knedelek
czyli
KSIĄŻKA KUCHARSKA
dla dzieci"

Autor: Joanna Krzyżanek

Ilustrator: Marcin Ciseł

Wyd. Jedność, Kielce 2007


          Zawsze ciągnęło mnie do garów i kulinarnych eksperymentów. Bo czyż całe bogactwo domu nie mieści się w kuchni? Gotowanie przypomina trochę przeglądanie albumu ulotnych, ale za to niezmiennie pełnych ciepła i miłości, wspomnień o rodzinnym domu. Wiele można zapomnieć, ale smaku, zapachu niektórych potraw - nigdy!

I moja rodzinna kuchnia tak właśnie pięknie pachniała - wanilią, cynamonem, goździkami, całą gamą rozmaitych przypraw, kręcących i łaskoczących w nosie. Wytwornie i swojsko. Pachniała kiszoną kapustą i domowej roboty smalcem. Wielkanocną chałką wyjętą prosto z serca gorącego pieca i cytrynowymi, kruchymi ciasteczkami wigilijnymi. Złocistym rosołem z pływającymi weń wesolutko oczkami tłuszczu.

Po dziś dzień pamiętam swój pierwszy, samodzielnie wykonany deser, o wdzięcznej nazwie "Ptyś", przyrządzony zgodnie z torebkową recepturą. "Ptyś" był wściekle różowy, słodki i. zupełnie niezjadliwy. Ech, jaka szkoda, że jako dziecko byłam raczej wypędzana z kuchni - możliwości szlifowania warsztatu miałam raczej niewiele. Jak się jednak okazuje, na naukę nigdy nie jest za późno...

A kuchnia to przecież miejsce stworzone i przyjazne dla dzieci! Wie coś na ten temat Joanna Krzyżanek, autorka doskonałej książki kucharskiej o równie smakowitej nazwie "Cecylka Knedelek". Ta wielka, opasła, cudna księga to prawdziwy rarytas dla małych kucharzy i wszelkich miłośników garnków i patelni, a jednocześnie dla tych, którzy gustują w ciekawych, nieśpiesznie snujących się i pozostających w harmonii ze zwykłym spokojnym życiem (a i żołądkiem, rzecz jasna!) opowieściach, stanowiących wyborną wprost bazę do wspólnego, rodzinnego gotowania.

"Cecylka" nie jest bowiem wyłącznie zbiorem dziecinnie łatwych przepisów kulinarnych, podobnie jak nie jest tylko apetyczną galerią pięknie utrwalonych w kadrze smakołyków. Jest pięknym przykładem symbiozy literatury i kuchni, i to w najlepszym wydaniu! Gotowanie jest tutaj życiem, życie zaś gotowaniem, i jakkolwiek banalnie to brzmi, jest to szczera prawda, której czytelnik daje wiarę. Zresztą, któż z nas nie chciałby choć na chwilę zanurzyć się w błogiej atmosferze Starego Knedelkowa? W jego prawdziwie bullerbynowskich klimatach, nieco sennych, wolnych od pogoni i pośpiechu, gdzie przebywanie w kuchni i przyrządzanie potraw jest ucztą samą w sobie, przyjemnością cieszenia się życiem, nie zaś jedynie tylko nerwowym zaspakajaniem elementarnej potrzeby odżywiania się.

Rozłożyliśmy wczoraj "Cecylkę" na podłodze, zasiedliśmy nad nią i puściliśmy wodze fantazji. Ileż tu cudnych kuchennych pomysłów na gotowanie! Może zrobimy sobie te chrupiące bułeczki z jajkiem sadzonym, spoglądającym wesoło ze środka? Może bezowe baranki na talerzu? Albo brokułowe drzewka? A może taką śliczną biedroneczkę z pomidora...?

Aż chce się gotować. Aż chce się żyć.

Alistar1