Clarice Bean, rezolutna i wygadana kilkulatka (na moje oko pierwsze lata szkoły podstawowej), mieszka ze swoją liczną rodziną, czyli trójką rodzeństwa, rodzicami i dziadkiem, w wielkomiejskim domu z niewielkim ogródkiem. Clarice łaknie "ciszy i świętego spokoju", jednak w domu, w którym drzwi wejściowe praktycznie nigdy się nie zamykają i gdzie co rusz ktoś wpada z wizytą (ekscentryczny wujek, kuzyni, kolega z sąsiedztwa), o prawdziwy spokój naprawdę trudno. Na domiar złego Clarice musi walczyć o własny kawałek podłogi w pokoju dzielonym z młodszym bratem, Nieznośnym Bąkiem. Jak sama jednak mówi: "U nas w domu panuje zwykle ogólny harmider i - prawie zawsze - jeden wielki rozgardiasz, ale nam się to nawet podoba."
Dziewczynka z dużym poczuciem humoru portretuje życie swojej ekscentrycznej, nieco zwariowanej rodziny. Słuchając jej błyskotliwego monologu o poszukiwaniu upragnionego spokoju ("Gdzie jak gdzie, ale w naszym domu nie znajdę go chyba na pewno") i o grupie indywidualistów, zajmujących domową przestrzeń, trudno powstrzymać się od napadu niekontrolowanego śmiechu. Mamy tu bowiem humorystyczny obrazek rodziny-we-wnętrzu, ukazujący wszystkich jej członków - twardo stąpającą po ziemi mamę, balansującą w chwilach najsilniejszego stresu na jednej nodze i słuchającą w wannie śpiewu wielorybów; uciekającego przed trudnym do zniesienia zgiełkiem domowego ogniska do swojego biura tatę; przechodzącego trudny okres dojrzewania nastolatka Kurta; zakręconą na punkcie płci przeciwniej i sztuki makijażu Marcie; wspomnianego już małoletniego Bąka, no i wreszcie samą Clarice, ubraną w trykoty, wytrwale trenującą swe akrobacje.
Tę bogatą galerię postaci Lauren Child uzupełnia o kolejne przekomiczne osobowości, zamieszkujące, lub też notorycznie wizytujące, dom głównej bohaterki. Naszym faworytem w tym rankingu jest miłośnik pożarów i westernów, czyli wujek Ted (któremu poświęcono zresztą kolejną książkę z cyklu o C.B.) oraz wycofany z codziennej gonitwy i "zażywający" świętego spokoju dziadek dziewczynki.
Książka obfituje w rewelacyjne, celne riposty, jakimi raczą się domownicy. Taki jest też język wypowiedzi Clarice - dosadny na granicy zjadliwości, ale nie bezlitosny. Za to właśnie cenię tę książkę i jej specyficzny humor, gdyż nie wyśmiewa tego, co odmienne, jest natomiast świetnym dowodem na to, że właśnie na podłożu pstrokatej różnorodności, otwartości, rodzicielskiej akceptacji dla "wygibasów", dzieciom żyje i dorasta się najlepiej.
Książka L. Child swoją stroną graficzną bliska jest stylistyce komiksu - mało staranne rysunki, zdjęcia, kolaże, odręczne podpisy i niefrasobliwie wijąca się czcionka przypominają pisany na kolanie pamiętnik. Duży format wydania pozwala w pełni delekować się tą barwną opowieścią z życia rodziny. I można tylko cieszyć się, że Clarice doczekała się kolejnych części, a w najbliższej perspektywie czekają następne.