Ta niewielka książeczka Stiny Wirsen rozmiarem i ilością stron przypomina utwory dla dzieci w wieku niemowlecym i poniemowlęcym. Na stronie wydawnictwa została umieszczona w dziale "dla najmłodszych". Ale nie łudźmy się, maluszek niewiele będzie miał z niej korzyści - zainteresują go na pewno nietypowo narysowane postaci misiów (które mój mąż określił jako kłaczki kurzu) i, być może, ucieszy często powtarzane "głupia kuzynka", "głupi tato", "głupi Londyn". Nawet dwulatkowi trudno wytłumaczyć, dlaczego umieszczenie tego "niegrzecznego" słowa w tej historii ma sens.
A sens ma, bo używanie go przez małych bohaterów jest usprawiedliwione przez silnie przeżywane uczucia zazdrości, żalu, złości, rozpaczy.
Opowieść jest krótka - trzydzieści prostych zdań o tym, co się dzieje, gdy małe misie zostają pod opieką ukochanej babci. Początkowo misiowi bardzo nie podoba się, że nie ma babci tylko dla siebie. Ilustracje pokazują naburmuszonego bohatera, siedzącego wśród klocków, niechętnego wspólnej zabawie. Gdy kuzynka z powodu zjedzenia zbyt dużej ilości surowego ciasta zaczyna źle się czuć, misiowi robi się jej żal i zmienia swoje negatywne nastawienie. Treść książki relacjonuje aktualne odczucia, myśli i życzenia małych bohaterów "Miś ma kuzynkę. Nie chce jej mieć. To głupia kuzynka. Jest brzydka. Myśli, że babcia jest jej. A tak nie jest." Autorka nie komentuje tego, co się dzieje w głowie małych bohaterów. Zadanie nazwania uczuć pozostawia czytelnikom.
Rodzice bardzo lubią książki traktujące o problemach wychowawczych, jednak w tej książce nie znajdą gotowych recept. Nie ma tu mądrej mamy, która w każdej chwili wie, co robić. Problem zazdrości właściwie rozwiązuje się sam, a miś okazuje się być empatycznym stworzonkiem. Babcia tylko poprawia wszystkim humor, proponując czytanie stosu książek. W tej historii sposoby postępowania dorosłych wydają się być mało ważne. Ważniejsze jest określenie, skąd pewne zachowania i uczucia się biorą. Ta książka ma za zadanie pokazać dziecku skomplikowany świat emocji, sprowokować rodziców do nazwania ich razem z dziećmi. Dopiero z taką wiedzą dziecko jest gotowe nad emocjami panować. Nie bez przyczyny seria, w której wydano tę książkę nazywa się "Edukacja emocjonalna".
Uwaga rodzice, ta książka nie zastąpi rozmowy. Więcej, ta książka prowokuje dzieci do zadawania trudnych pytań!
Ilustracje Stiny Wirsen są skąpe, interesujące i niesztampowe. Postaci pozbawione są typowych misiowych kształtów, obrazki nie są zbyt kolorowe i zupełnie brak im charakterystycznej dla misów słodyczy. Mimika, ruchy ciał postaci, błysk w oczach - świetnie oddają emocje bohaterów. I o to chodzi.