Jakiś czas temu pisałam o książce Philipa Pulmana "Byłem szczurkiem... albo purpurowe pantofelki". Dziś kolejna powieść osnuta na motywach bajki o Kopciuszku - "Ella zaklęta" Gail Carlson Levine.
Wróżka, obecna przy narodzinach Elli, chcąc uspokoić płaczące niemowlę, obdarza je darem posłuszeństwa. Od tej pory dziewczynka będzie wspaniałą córką, zawsze wypełniającą polecenia zarówno matki, jak i każdej osoby ze swego otoczenia. Ale czy dar wróżki rzeczywiście uszczęśliwi Ellę i jej matkę?
Tę książkę można czytać na kilka sposobów: mój niespełna dziesięcioletni syn i jego rówieśnicy poznają doskonale napisaną baśń, pełną przygód zabawnych i niebezpiecznych, z wróżkami, królewiczem, rycerzami, olbrzymami i innymi fantastycznymi stworami, która kończy się tym, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Ich trochę starsi koledzy i koleżanki przeczytają opowieść o miłości, która przezwycięża wszystkie trudności i dostrzegą tu, być może, całą paletę charakterów i zachowań ludzkich, zagrożenia współczesnego świata, motywy walki z własnymi słabościami - będą mieć ogromne pole do popisu, próbując odpowiedzieć na pytanie "Co autorka chciała przez to powiedzieć ?"
Ale ja chciałabym zająć się kolejnym "poziomem" odczytywania tej opowieści: co mianowicie może w niej znaleźć godnego uwagi dorosły czytelnik, zwłaszcza rodzic bądź pedagog.
Kiedy dziecko jest małe, oczekujemy, że będzie nam posłuszne: mamy wiedzę, doświadczenie i chcemy dziecko chronić. Szybko jednak nadchodzi czas poznawania siebie samego, zdobywania własnego doświadczenia i tylko od nas zależy, czy na to dziecku pozwolimy...
Czasem zdumiewa mnie wszechwiedza rodzica, który zawsze wie, co dziecku będzie smakować, że jest mu za ciepło lub za zimno, że coś mu się nie spodoba - w odniesieniu do przedszkolaka czy 8 - 9 latka. Niepostrzeżenie wszedł w rolę dyktatora, mimo, że chciał dobrze...
Przez humor niektórych sytuacji, w których Ella uczestniczy, przeziera głęboki dramatyzm położenia człowieka spolegliwego, trafiającego pośród ludzi, którzy "wiedzą lepiej" - ma on wtedy dwa wyjścia: poddać się i nie żyć własnym życiem, albo walczyć - tak jak Ella - o każdy, nawet najdrobniejszy przejaw indywidualizmu. Bardzo to ważne szczególnie w obecnych czasach, gdy za wszelką cenę dążymy do unifikacji, a nonkonformizm stał się romantycznym przeżytkiem, postawą niemalże historyczną.
Może warto więc rozmawiać z dziećmi o powodach buntu Elli - nie tylko będziemy mieć okazję do pokazania im tego "drugiego dna", ale też przekonamy się, jak one widzą takie sytuacje i że nie tylko aspekt komiczny zauważają. Może to będzie lekcja także dla nas...