Wiedziałam, że książki (oba tomy) zdobyły nagrodę IBBY. Widziałam wielkie bilbordy, które je reklamowały. Tak, choćby z "poczucia obowiązku" namiętnego czytelnika książek dla dzieci i młodzieży, uznałam, że przeczytać muszę. Jednak zwlekałam, odkładałam na potem. Ciągle coś było pilniejszego do wypożyczenia od "Kosika" (jak w skrócie mówimy) z biblioteki.
O książkach przypomnieliśmy sobie z synem (prawie równolatkiem bohaterów) w księgarni, gdzieś pod koniec kwietnia 2006. Zachęcająco wyglądały na półce, starannie wydane. Niestety cena za wysoka (dwa tomy to 70 zł). Wydać aż tyle tak od razu na książki dla dzieci? Miałam wątpliwości...
Maj jednak uderzył nam do głowy. Wybierając się na majowy weekend stwierdziliśmy, że w domu wszystko przeczytane, a biblioteki zamknięte. Pierwszego maja, po drodze nad morze, podjechaliśmy do księgarni. Krótka chwila namysłu i oba tomy były w naszych rękach. A w zasadzie w rękach syna (jeden tom kupił za swoje pieniądze). Mąż z przerażeniem patrzył na nasze szaleństwo. A to był dopiero początek...
Wydanie tych pieniędzy to był naprawdę dobry wybór! Piszę to z pełną odpowiedzialnością, po przeczytaniu obu tomów, czekając z niecierpliwością na kolejne książki.
Syn, zamiast grać w piłkę, biegać po lesie, czy po plaży, siedział od rana do wieczora i czytał. A ja mogłam tylko czekać, aż skończy. Czekałam, kradnąc pojedyncze chwile, gdy musiał zrobić coś innego. Za to potem poszedł do szkoły i książka wpadła w moje ręce.
Autor ma sto pomysłów na minutę. Przygoda goni przygodę. Fantazja miesza się z rzeczywistością. Jest taki natłok wrażeń, że nie można oderwać się od książki, a przy tym wszystko podane jest w naturalny sposób, jakby rzeczywiście mogło się zdarzyć. A może się zdarzyło ...?
Do tego język, którym posługuje się mój syn i jego koledzy. Problemy w szkole, które i oni mają.
A jeszcze mój ulubiony fragment z drugiego tomu - powrót do PRL-u, który czytałam mężowi na głos. Przezabawny, choć jednocześnie smutny, jak sobie przypomnieć, że tak rzeczywiście było...
I coś, co jest ostatnio rzadko spotykane w książkach dla młodzieży - pozytywny obraz taty. Za to szczególnie chciałabym podziękować Panu Rafałowi Kosikowi. Tata w tej powieści jest po prostu w porządku. Jest na miejscu, można na niego liczyć: ratuje, pomaga, wyjaśnia. A przy tym nie jest narzucający się. Nie czuje się jego ojcowskiej przewagi nad dziećmi. Z pewnością jest przyjacielem, a nawet więcej - jest Tatą (!)