Seria o
"Pettsonie i Findusie"

Tekst i ilustracje:
Sven Nordqvist

Tłumaczenie:
Barbara Hołderna

Wyd. Media Rodzina, Poznań 2006/2007


          Pettson długo żył sam, ale w końcu zaczęło go to nużyć. Kiedy poskarżył się swojej sąsiadce, ta pewnego dnia przyniosła mu małego kotka. Od tej chwili życie Pettsona bardzo się zmieniło. Findus, bo takie imię otrzymał kociak, był wesoły, lubił psocić i od świtu chciał bawić się z Pettsonem. A kiedy zaczął... mówić, ciekawym i zabawnym sytuacjom nie było końca.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam książki o starym Pettsonie i jego towarzyszu - małym ciekawskim kocie, moją uwagę zwróciła od razu szata graficzna. Autor i ilustrator w jednej osobie, Sven Nordqvist, stworzył w swoich książkach obraz wiejskiej zagrody sprzed wielu lat, z mnóstwem szczegółów, wiernymi obrazami drobnych sprzętów użytkowych. Jednocześnie widać, że chce się z czytelnikami bawić - przy dokładniejszym przyjrzeniu się ilustracjom można zauważyć wiele rozwiązań i sytuacji co najmniej zaskakujących, raczej nie występujących w wiejskich obejściach, nawet tych starych... W ten sposób ilustracje tworzą jakby drugą opowieść, obok tej tekstowej. Dzieci mogą nam ją zreferować, ciesząc się naszym zaskoczeniem - one będą tu znacznie lepszymi obserwatorami i "opowiadaczami". I jeszcze coś, co mnie osobiście ujęło - przedstawienia ludzi. Pettson jest pomarszczonym, żylastym rolnikiem o sękatych paluchach, jego sąsiadka - Beda Andersson staruszką w chustce, jedną z tych, które spotykam jeszcze czasem siedzące na wiejskich przyzbach. Tak samo reszta mieszkańców wioski. Wszyscy są sympatyczni, ale i w jakiś sposób "prawdziwi" - nie ma żadnej próby upiększenia, wygładzenia. Ot, tacy zwykli mieszkańcy wiosek ze swoimi przyzwyczajeniami.

Tekst z ilustracjami doskonale koresponduje - opowiada proste, zabawne historie, jakie zdarzają się w domach, rodzinach na całym świecie. Dobrze się je czyta, miło o nich rozmyśla, kiedy na dworze szaro i ponuro i nie wiadomo skąd właściwie zaczerpnąć trochę pogody ducha. Taki drobiazg - Findus robi różne rzeczy, nie zawsze właściwe, pewnie też nie zawsze bezpieczne, a Pettson towarzyszy mu w poznawaniu świata. Nie poucza, nie chroni przesadnie, ale właśnie towarzyszy - jest obok po prostu. Czytając dziecku te książki można się również samemu wiele nauczyć, a może tylko przypomnieć sobie to, o czym zapomnieliśmy dorastając - że rodzice samą swoją obecnością powinni zapewniać bezpieczeństwo, a dzieci i tak uczą się na własnych błędach.

Przychodzi mi do głowy, że mógłby do Pettsona wpaść z wizytą Pan Kuleczka ze swoją gromadką - na pewno by się doskonale dogadali...

i2h2