Gęś, śmierć i tulipan

"Gęś, śmierć i tulipan"

Tekst i ilustracje: Wolf Erlbruch

Wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2008


Z publikacji "Żyć w rodzinie i przetrwać" (R. Skynner, J. Cleese) dowiedziałam się, że kiedy dorośli czytają z dziećmi książki o wszelakich negatywnych uczuciach i zdarzeniach, to pomagają im oswoić lęki i - wbrew pozorom - wychowują je na istoty mniej przestraszone. Dziecko widząc, że dorosły radzi sobie z tym co trudne i złe, przestaje się tego tak bardzo obawiać i uczy się postępować podobnie do niego. To mnie przekonuje. Nie wiem co prawda, czy można oswoić się ze śmiercią, ale myślę, że można przynajmniej nauczyć się o niej rozmawiać. Taką szansę daje książka narysowana i napisana przez Wolfa Erlbrucha. To pozycja zaklasyfikowana do działu dziecięcego, ale zachwyci się nią również dorosły. Ja sama godzinami wpatrywałam się w ilustracje i podążałam za ukrytymi w niej tropami.

Książka jest oszczędna w formie i w słowie. Na jej kartach pojawiają się prawie wyłącznie dwie główne bohaterki, gęś i śmierć, w różnych pozach. Prawie nie ma tu tła, czasem pojawia się fragment krzewu, stawu czy drzewa. Każdy obraz przykuwa wzrok, skłania do "wczytywania" się w mowę ciała i zwierciadło oczu obu bohaterek, pobudza empatię. To niesamowite jak za pomocą oszczędnych zabiegów można odzwierciedlić uczucia przeżywane przez postacie, a przecież patrząc w twarz gęsi łatwo dajemy się przekonać, że jest przerażona, zdziwiona czy smutna. To na pewno książka do długiej i niespiesznej lektury (no i tu mam problem: czy wpatrywanie się w erlbruchowskie ilustracje można nazwać jeszcze lekturą? czy to już jest jakaś "obrazura"?).

Zachwycam się nią i rośnie we mnie przekonanie, że ta książka chce do mnie przemówić jeszcze jakimś ukrytym znaczeniem... Bo właściwie dlaczego gęś? Dlaczego tulipan? Co oznacza ten samotny kruk na całej stronie? Czy wybór padł na dość przypadkowe zwierzątko i kwiatek, czy też coś się za nim kryje? Wyciągnęłam "Słownik symboli" Kopalińskiego i czytam. Zaskoczona jestem bogatą i różnorodną symboliką gęsi, ale moją uwagę szczególnie przykuwa kilka znaczeń. Gęś to wtajemniczenie, pośrednik między niebem a ziemią (w starożytnym Egipcie), poseł ze świata duchów (u Celtów), ptak ofiarny (w chrześcijaństwie), wierzchowiec czarownic (w średniowieczu), a także życie i odrodzenie (w tradycji gnostyków). Czy to ma jakieś znaczenie dla odbioru książki Erlbrucha? Ano ma. Dla mnie jego ptak przestał być jakąś tam gęsią prowincjonalną, a stał się Gęsią - nosicielką kulturowej i metafizycznej tradycji. No a co z tym krukiem? Z wielu znaczeń wybieram kruka jako ptaka złowróżbnego, żałobnego, zwiastuna nieszczęścia, choroby i śmierci. Pasuje jak ulał. I jeszcze ten tulipan... Czy to nie znamienne, że choć pojawia się w tytule, w książce nie pada na jego temat ani jedno słowo? Widać go tylko na ilustracjach, co tylko uwypukla równorzędność słowa i obrazu.

Odbywająca się w książce rozmowa o stawie, który przestanie istnieć dla gęsi po śmierci, nasunęła mi skojarzenie z "Piosenką o końcu świata" Miłosza. Znalazłam w tej rozmowie i w tym wierszu coś wspólnego. Wizję końca świata bez błyskawic i gromów, i bez trąb archanielskich, końca świata nie wspólnego dla całej ludzkości/zwierzęcości, lecz tego pojedynczego, osobnego dla każdej żywej istoty, po którym dla innych świat nadal trwa w niezmienionej formie.

Czy ta książka pomoże oswoić lęk przed śmiercią? Nie sądzę by mogła przygotować nas na rozstanie z najbliższymi. Zawiedzie się również ten, kto będzie szukał w niej pocieszenia i obietnic życia wiecznego wśród zastępów anielskich. Ale samo pojęcie śmierci może przestać się kojarzyć wyłącznie z czymś zimnym i wrogim. To wszak ktoś, kogo można ogrzać i dostać od niego trochę ciepła, gdy złapie nas za ręce i czule spojrzy w oczy w czasie swoistego dance macabre.

Po zakończeniu lektury poszłam do kuchni zająć się prozaicznymi obowiązkami gospodyni domowej. I kiedy pochylałam się nad zlewem, nagle poczułam na plecach twarde uderzenie kija. To była miotła, oczywiście, ale przez chwilę poczułam się jakbym dostała znak od Niej. Że tu obok jest. Tak na wszelki wypadek...

Agnieszka Sikorska-Celejewska