Gdzie jest tort

"Gdzie jest tort?"

Autor: Thé Tjong-Khing

Wyd. Ene Due Rabe, Warszawa 2008


Czy można przeczytać dziecku książkę pozbawioną słów i innych werbalnych treści, która będzie dla niego zrozumiała, ciekawa i trzymająca w napięciu? Książkę, której drukowaną przestrzeń wypełniają wyłącznie całostronnicowe, znakomite zresztą, ilustracje, stanowiące coś w rodzaju furtki do świata wyobraźni? Jak się okazuje - tak. Jest to tym bardziej interesujące doświadczenie, że to nie my czytamy, ale dziecko, że książka, jak żadna inna, pozwala na samodzielną interpretację i radość z odkrywania jej treści.

Poszukiwanie tytułowego tortu, skradzionego przez dwie brzydkie myszy, to zaledwie punkt wyjścia do szukania i tropienia, do odkrywania niepozornych, acz znaczących szczegółów, do nauki logicznego myślenia, śledzenia równoległych wątków i losów licznie zgromadzonych na ilustracjach postaci, do twórczego drążenia, dociekania, gdybania, zastanawiania się, no i wreszcie, co w moim odczuciu najistotniejsze, do rozwijania cudownej umiejętności snucia własnych historii i opowiadania ich innym.

Przyglądając się rozwojowi wydarzeń w historii z tortem odkrywamy, że w pobliżu dzieje się znacznie więcej. Mały króliczek płacze, prosiaczek naraża się na wielkie niebezpieczeństwo, opieszałe kaczątko odłącza się od swojego stada. Ale to nie wszystko. Zrozumienie i połączenie w logiczny ciąg wszystkich zgromadzonych tu wątków, znajdujących zresztą swój wielki finał w ostatniej scenie książki, wymaga od dziecka spostrzegawczości i cierpliwości, a tym samym wertowania ksiażki tam i z powrotem, cofania się wstecz, to znowu posuwania do przodu.

Książka, chociaż pozbawiona słów, ma rewelacyjnie prowadzoną narrację, opartą o ilustracje, czytane za pomocą skojarzeń i dedukcji. Moja czterolatka chętnie wzbogaca swoje opowieści, dotyczące losów poszczególnych zwierzątek, uzupełniając je o kolejne odnalezione szczegóły i swoje własne przypuszczenia. Pochłanianie "Tortu" to w końcu moc zabawy w szukanie i stawianie sobie pytań. To książka, którą trudno "połknąć" na raz, do której się wraca, bo i apetyt na nią jest przeogromny.

Agnieszka Alichnowicz