"- Aśka! Przecież dziecko się przestraszy jak mu pokażesz taką książkę. Wybierz tę! - Patrz, jakie słodkie misie."- Przeglądając "rysunkowe" książki dla dzieci w jednej z większych gdańskich księgarni, kilkakrotnie usłyszałam tego typu komentarze od koleżanek, które mi towarzyszyły. Żadna z nich nie studiuje pedagogiki, nie wiążą także swojej przyszłości z edukacją dzieci. Są jednak potencjalnymi matkami. Za kilka lat staną przed półkami z podobnym asortymentem i wybiorą książki pełne "pogodnych" obrazków w intensywnych kolorach, przedstawiających komputerowo stworzone postacie - pucołowate księżniczki o dużych oczach i falbaniastych sukienkach, tłuściutkie świnki z przyjemnym uśmiechem i wrogo wyglądające wilki z długimi, ostrymi kłami. Dając dzieciom tego typu książki, dorośli często chcą je chronić przed szarością życia, "trudnymi tematami". Pokazują dzieciom świat pełen beztroski, gdzie myszka i kotek (tej samej wielkości, poruszające się na dwóch łapach, ubrane w kolorowe ciuszki) postanawiają się przyjaźnić i razem wyruszają na wyprawę pełną przygód. Książki takie nie wymagają od dziecka wyobraźni, nie dotykają tematów dla niego ważnych. Są próbą przeniesienia w świat, który nijak się ma do dziecięcych myśli, marzeń, lęków i wyobrażeń otaczającego świata. Nie doceniają dziecięcego sposobu myślenia. Są niczym zwierciadło wyobrażeń dorosłych o świecie dziecka.
Takiemu lekceważeniu dziecięcej wyobraźni i intelektu sprzeciwił się Tony Ross, urodzony tuż przed II wojną światową, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Liverpoolu, znany brytyjski ilustrator, a także autor książek dla dzieci. Postacie przez niego przedstawiane wydają się nietypowe i niekonwencjonalne. Pozostawił on bowiem dzieciom miejsce na własne skojarzenia, wyobrażenia. Rysowane ręcznie linie nie są idealnie proste, kolorystyka odpowiada nastrojowi przedstawianej sytuacji, a przez swoją pozorną prostotę rysunki przypominają prace dzieci. Ross zilustrował ponad 250 książek, które cieszą się dużą popularnością w wielu krajach. Otrzymał m.in. holenderską nagrodę Srebrnego Ołówka dla najlepszego autora zagranicznego, niemiecką Deutscher Jugendliteratur Preis czy amerykańską Red Book Award, a także trzykrotnie zdobył Srebrny Pędzel - holenderską nagrodę za najlepsze ilustracje dla zagranicznego autora. Wiele jego prac stało się podstawą filmów emitowanych przez BBC i telewizje całego świata. Z ilustracjami i książkami Tony'ego Rossa spotkać się możemy zarówno w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Japonii i... Grenlandii. Ze sporym opóźnieniem książki autorskie tego twórcy dotarły na rynek polski. Książka, którą znalazłam pomiędzy "krzyczącymi" do mnie z okładek misiami, księżniczkami i żabkami, a która to wyróżniała się spośród nich białym kolorem okładki i wyjątkowym stylem przedstawionego na niej rysunku, została wydana w Polsce przez Firmę Księgarską Jacek Olesiejuk " 2006 r. "Gdzie jest mój smoczek" jest, obok "Ja chce mojego zęba", "Nie chcę iść do szpitala", "Gdzie jest mój nocnik" i wielu innych, jedną z serii opowieścią o przygodach Małej Księżniczki. Motto wydawnictwa, za sprawą którego możemy nabyć te książki Tony'ego Rossa na polskim rynku, brzmi: "Kto nie zna celu, nie znajdzie drogi". Przypatrując się w/w książce, cel ten odczytuję w tym wypadku jako pomoc dziecku w samodzielnym pokonaniu napotkanych trudności i przejściu kolejnych etapów rozwoju.
Książka "Gdzie jest mój smoczek" adresowana jest do najmłodszego odbiorcy, który nie może rozstać się ze swoim przyjacielem - smoczkiem, ale także do każdego, kto ma trudność z odzwyczajeniem się od jakiejś czynności. Odbiorcą tej obrazkowej opowieści może być każdy, kto chce spędzić kilka minut w sposób przyjemny i zabawny, a ma w sobie choć odrobinę z dziecka.
Sztywna okładka w niedużym formacie chroni czternaście delikatnych kartek, przedstawiających obramowane rysunki z umieszczonym pod spodem krótkim, jednozdaniowym czarnym podpisem na białym tle. Już same proporcje objętościowe pomiędzy tekstem a ilustracją wskazują na większe znaczenie rysunku. Tworzy on bowiem samodzielną historię, w którą - z pomocą wyobraźni - można ułożyć poszczególne obrazki. Jednak tekst, który symbolicznie tylko przedstawia zawartość ilustracji, tworzy z nią integralną całość, oraz dodaje humoru. Czcionka, choć czytelna, mogłaby być większa, dając pretekst starszemu już troszkę dziecku do nauki czytania. Ilustracje wykonane przez nagradzanego wielokrotnie profesjonalistę, wpisują się w kanon sztuki i jednocześnie przypominają dziecięcą twórczość. Linie (nawet obramowania) są rysowane odręcznie. Widoczne są, niczym ołówkowe, kontury postaci, przedmiotów. Wielkość i siła mają znaczenie bardziej metaforyczne niż realistyczne. Premier, jako dorosły, jest od Małej Księżniczki dwa razy większy, siedząc na dużo za małym dla niego, dziecięcym rowerku z trzema kółkami.
Niekonwencjonalne jest także przedstawienie samych postaci. Mała Księżniczka to pucołowata dziewczynka z wypiekami na twarzy, rozwianymi włosami i szeroko otwartymi oczami. Ubrana w prostą sukienkę, przypominającą podkoszulkę, w niczym nie przypomina znanych baśniowych księżniczek, pełnych wdzięku, harmonii i wyszukanego piękna. Jedynym symbolem królewskiego pochodzenia jest żółta korona, którą Księżniczka ma nawet pływając w jeziorze. Nasza bohaterka jest jednak od swoich baśniowych koleżanek o wiele bardziej ludzka i ekspresyjna. Czarna kreska odpowiadająca za kontury ust wykrzywia się w grymasie złości, gdy Księżniczka zauważa, że nie ma smoczka i formuje się w szeroki uśmiech, gdy w końcu znajduje swojego "przyjaciela". Z twarzy małej bohaterki odczytujemy radość, spokój, a także złość, upór, zawstydzenie, które przecież sami tak często odczuwamy. Zaskakująco przedstawieni zostali także dorośli. Admirał z długim nosem i siwą brodą, w wielkim czarnym ozdobnym nakryciu głowy i z naramiennikami przywiązanymi do gołego ciała zażywa kąpieli, pływając z dziecięcym kołem ratunkowym. Wspomniany wyżej Premier, ubrany w czarny frak, na głowie ma czapkę z uśmiechniętą trupią czaszką i jeździ na za małym dla niego dziecięcym rowerku. Zaś nieudolnego złodzieja smoczka reprezentuje wyłaniająca się z ram obrazka ręka o długich, zwinnych palcach.
Wszystkie postacie, zabawki, elementy otoczenia skąpane są w delikatnych, stonowanych kolorach. Tony Ross wykorzystując niemal całą paletę barwną nie bał się stosować także bieli i szarości, tak często omijanych w książkach dla najmłodszych. Zostawił też wolne przestrzenie jak np. mur zamku będący jedynym tłem dla biegnącej Małej Księżniczki. Pozwolił tym samym skupić wzrok na przedstawionej akcji, nie przytłaczając odbiorcy bogactwem szczegółów. Kompozycje rysunków są otwarte - czytelnik może samodzielnie, puszczając wodze fantazji, "rozbudować" obrazki. Jest przecież równoprawnym partnerem, który dzięki swojej wyobraźni i skojarzeniom tworzy tę opowieść.
Fabuła książki skoncentrowana jest wokół niezbędnego i nieodłącznego towarzysza Małej Księżniczki - różowego smoczka. Jest on z nią, gdy śpi, bawi się czy kąpie w jeziorze. Jednak "zwinna ręka" potrafi wykorzystać każdą chwilę nieuwagi dziewczynki - przechwycić smoczek i schować go. Powoduje to złość i zdeterminowanie naszej bohaterki, która za każdym razem odnajduje smoczek w nietypowych miejscach - pod fotelem, w kominie, koszyku psa, koszu na śmieci czy w sadzawce. By odzyskać swojego przyjaciela Księżniczka gotowa jest wdrapać się na wysoki kosz, ubrudzić sadzą komina, a nawet ma w sobie siłę, by unieść ciężar fotela z siedzącym na nim królem. Premier, Admirał, Pokojówka, Kucharz czy Generał próbują także przekonać małą bohaterkę, by porzuciła smoczek. Są to mimo wszystko działania nieskuteczne. Tymczasem to nie usiłowania dorosłych, lecz sugestia kuzyna Księżniczki wpływa na jej samodzielną decyzję - nowym właścicielem smoczka zostaje.. wierny towarzysz Księżniczki - Gilbert!
W przedstawionej fabule nie wszystko jest dopowiedziane, oczywiste. Autor pozostawił czytelnikowi miejsce na własne skojarzenia, myśli. Zaprezentowana treść nie jest gotowym rozwiązaniem, lecz wskazówką, będącą jednoczesną okazją i pomocą do samodzielnego rozwiązania problemu, jakim jest konieczność rozstania się ze smoczkiem. Tego typu ustosunkowanie się twórcy do przedstawionego zagadnienia jest odejściem od tradycyjnego modelu wychowania i potraktowaniem dziecka jako istoty myślącej, zdolnej do samodzielnego rozwiązywania problemów, przy jednoczesnym stworzeniu mu do tego odpowiednich warunków. Dzięki temu, obok funkcji rozrywkowej, ta książka dla dzieci rzeczywiście pełni także funkcję wychowawczą i edukacyjną.
Warto też zwrócić uwagę na sam temat, jaki został poruszony w tym dziele. Bajki, które czytano mi w dzieciństwie zawierały często wytłuszczone na końcu morały typu - "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" czy "nie ufaj obcym". Temat wybrany przez Tony'ego Rossa zdaje się być w porównaniu z tym błahy, trywialny. Jednakowoż wzniosłe i "ambitne" tematy są obce małemu dziecku. Nie pomogą mu one w rozwiązaniu w prawdziwie ważnych - z punktu widzenia dziecka, które to przecież jest adresatem tych książek - dziecięcych dylematów. Dlatego też tak ważne jest, by twórcy utworów dziecięcych potrafili choć na chwilę odrzucić swój dorosły punkt widzenia, porzucić sztywne, schematyczne myślenie i puścić wodze fantazji, pozwalając sobie na beztroskę i luźne skojarzenia. Zdolności tych nie zabrakło na szczęście autorowi omawianej książki.
Muszę przyznać, że jeszcze jakiś czas temu stojąc przed półką z książkami dla dzieci, podobnie jak moje koleżanki, wyciągnęłabym dłonie po bajki z komputerowo stworzonymi obrazkami słodkich, "rozkosznych" zwierzątek. Powszechnie uznane za ładne, ogólnodostępne książki wpisują się w pewien społeczny schemat i jednocześnie przypominają te, które kupowano mi w dzieciństwie. Wiem już jednak, że kierując się wyłącznie takim kryterium estetycznym i zarzucając dziecko tak naprawdę podobnymi do siebie książkami, nie dajemy mu szansy na poznanie różnorodności dostępnych pozycji, a tym samym zróżnicowanego świata. Zapominamy o nieograniczonych jeszcze społecznymi, wyuczonymi schematami i stereotypami dziecięcych sposobach myślenia. Nie doceniamy intelektu dzieci i tym samym spłycamy ich wyobraźnię. Ignorujemy tematy dla nich ważne, kierując się wyłącznie naszym punktem widzenia. Na szczęście są wśród nas ludzie, którzy po przejściu nawet dłuższego odcinka życiowej drogi, nie zapomnieli jak to jest być dzieckiem. Takim wybrańcem jest właśnie Tony Ross, ilustrator i twórca książek dla dzieci, które zarazem bawią i pomagają się rozwijać. Dlatego też myślę, że dobrze jest czasem przystanąć na dłuższą chwilę w dziecięcym dziale w księgarni, zastanowić się i przyjrzeć bliżej książkom typu "Gdzie jest smoczek", a następnie dokonać świadomego wyboru. Jeśli jesteśmy przyjaciółmi dzieci - naprawdę warto.
Joanna Kędzielska
Instytut Pedagogiki
Uniwersytet Gdański