Hej_Czy

"Hej! Czy jest tu kto?"

Autor: Jostein Gaarder

Ilustracje: Reidar Kjelsen

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Wyd. Jacek Santorski & Co. , Wydawnictwo Wilga


          Książki Josteina Gaardera w założeniu są ubranymi w fabularną szatę przewodnikami po naukach humanistycznych, skierowanymi do dzieci. Dziwiłam się kiedyś dorosłym, którzy je czytają. Tego typu literatura kojarzyła mi się zawsze z podawaniem jako odkrywcze prostych prawd i posługiwaniem się błyskotliwymi, aczkolwiek banalnymi hasłami. Tym razem mamy wykład na temat psychologii, filozofii i kosmologii.

I ta książka nie jest wolna od banałów - że źle jest człowiekowi, gdy jest sam, że góra jest zawsze tą samą górą, mimo, że prowadzi do nie niej wiele dróg, że nic na świecie nie jest zwyczajne. Ale mogę uznać, że są to prawdy, których jestem świadoma jako osoba dorosła, a książka jest przeznaczona dla sześcio- czy siedmiolatków. Poza tym, dużo można wybaczyć autorowi, gdy książka ma formę listu, którego adresatką jest ośmiolatka, a autor listu - jej wujek Joakim opowiada o tym, co przeżył , gdy jako ośmioletni chłopiec spotkał kogoś, kto o ludziach i życiu na Ziemi nic nie wiedział. Jak opowiedzieć o naszym świecie bez używania prawd ogólnie nam znanych? Pewnie byłoby trudno...

Historia zaczyna się od wyjazdu rodziców Joakima do szpitala, gdzie ma się urodzić jego brat. Bohater zostaje sam w domu i czekając na przyjazd cioci, która ma się nim zaopiekować, obserwuje gwiazdy. Nagle jedna spada, a po chwili Joakim słyszy wrzask dobiegający z ogrodu. Zastaje tam chłopca zwisającego z jabłonki, małego kosmitę Mikę, który wyskoczył ze swej rakiety zaciekawiony widokiem naszej planety. Ukrycie Miki przed ciocią bez utraty możliwości kontaktu z nim, to trudne zadanie. Ale jakoś się udaje, mimo, że kosmita nie ułatwia Joakimowi zadania swoją niefrasobliwością.

Ach, ten Mika - czasem jest się jak małe dziecko - ssie kciuk, gdy się wstydzi lub zastanawia, wrzeszczy, gdy się przestraszy, uspokaja, gdy się go głaszcze i łaskocze. A jednocześnie zna się na tylu rzeczach i potrafi ciekawie opowiadać. Joakim, który interesuje się przyrodą i historią Ziemi, odnajduje w nim wdzięcznego rozmówcę. Chłopcy spędzają ze sobą kilka godzin. Dzięki ich rozmowie czytelnik dowiaduje się na przykład jak ważne dla przetrwania są zmysły, dlaczego mamy dwie ręce i dwie nogi, jak rozmnażają się poszczególne grupy zwierząt, na czym polega ewolucja, w jaki sposób powstała nasza planeta i życie na niej, jakie prawa rządzą w kosmosie.

Mika zaskakuje swoim zachowaniem - kłania się, gdy Joakim zadaje pytanie, z przedziwną czcią traktuje zwykłe jajko, przebiera palcami, gdy się zastanawia. A na dodatek okazuje się, że nie ma... pępka. Skąd się wziął mały przybysz na swoim świecie? W jaki sposób się urodził? Przecież nawet ośmiolatek wie, że dziecko rosnące w brzuchu matki musi być połączone z nią pępowiną. Zaskoczony Joakim odkrywa fascynującą tajemnicę pochodzenia małego kosmity. A potem zadaje nowe, ważne pytanie - co by się stało, jak wyglądałoby życie na Ziemi, gdyby przed milionami lat nie wyginęły na naszej planecie dinozaury? Kim byśmy byli?

Bohater, opiekując się małym kosmitą, zabawiając go, pocieszając i opowiadając mu o nas i naszej planecie przygotowuje się do roli starszego brata- przewodnika i towarzysza pierwszych odkryć. Joakim podejrzewa, że jego nowy braciszek "do wielu rzeczy będzie musiał się przyzwyczaić" i, że ten świat, którego przecież nie zna, wyda mu się dziwny. Joakim stwierdza, ze jest gotowy na powitanie braciszka. "W każdym razie miałem już niezły trening w rozmawianiu o świecie. To dobrze, bo to właśnie ja będę opowiadać braciszkowi, jaki jest świat". Myślę, że warto podsunąć tę książkę dziecku oczekującemu narodzin rodzeństwa, żeby poczuło jaką ważną osobą będzie dla malucha.

Muszę przyznać, że tę książkę powinni także przeczytać rodzice, ponieważ uczy ona, że trzeba pozwalać dziecku na samodzielne odkrywanie prawdy. To banał, ale każdy z nas wpada czasem w pułapkę o nazwie - "ja wiem lepiej" lub "po co masz popełniać błędy?". Tymczasem Gaarder mówi o tym, że dzieci wiele uczą się na podstawie swoich obserwacji. Rozmawiając z Miką Joakim sam dochodzi do ważnych wniosków. Nie ma tu wymądrzających się dorosłych. Dzieci same poznają świat.

Książka w nowym wydaniu została zilustrowana przez Marcina Bruchnalskiego. Pomimo, że lubię ilustracje tego autora, muszę przyznać, że szkoda, że nie pozostawiono oryginalnych ilustracji Reidara Kjelsena. Było ich bardzo dużo, ich chłód pasował do tej międzyplanetarnej opowieści, a sposób pokazania bohaterów - nieco przejaskrawiony, karykaturalny, "dorosły", sugerował, że nie jest to taka sobie zwykła historia dla dzieci. Norweski ilustrator dokonał też ciekawego zabiegu. Przez całą historię w ilustracjach towarzyszył nam tajemniczy królik wykonujący jakieś dziwne czynności albo znajdujący się w niecodziennych miejscach. Wydawało się, że obrazki opowiadają osobną historię. Królik wreszcie, na ostatnich stronach książki okazał się ulubionym przyjacielem Joakima. Pod koniec opowieści nasz bohater okrywa zniknięcie zwierzątka. Ilustrator najwyraźniej wyznaczył królikowi nową rolę, niezależną od fabuły książki. Czyżby sympatyczny długouch był alter ego Miki? Opuścił razem z nim Ziemię według słów książki i zostały po nim tylko ślady łap na ilustracjach.

Joakim łatwo pogodził się ze stratą, nie potrzebował białego zwierzątka, ponieważ miał braciszka. Nowego członka rodziny powitał słowami "Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, braciszku! Cały świat czeka na ciebie". Dzięki spotkaniu z Miką chłopiec dowiedział, że świat jest jeszcze bardziej fascynujący, niż uważał do tej pory. Dzięki lekturze tej książki być może i młodzi czytelnicy zapragną dowiedzieć się o nim jeszcze więcej.

Aneta Bohaczewska-Petryna