Kinga i co z niej wyrośnie

"Kinga i co z niej wyrośnie"

Autor: Melania Kapelusz

Ilustracje: Jan Ciecierski

Wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2006


"Kinga i co z niej wyrośnie" to opowieść, w której ważna jest jedna postać, inne są tylko tłem. Bohaterka jest bardzo wyraźna, fabułę tworzą jej przeżycia i przemyślenia. Mam poczucie, że książka i bohaterka stanowią jedność. Jeżeli nie zaakceptujemy Kingi - prawdopodobnie nie polubimy książki. Rozdrażnieni zachowaniem dziewczynki szybko porzucimy czytanie, chyba, że lubimy śledzić losy denerwujących nas bohaterów. Jednak, według mnie, przyjemność z czytania będziemy mieć tylko wtedy, gdy spodoba nam się ta zadziorna i pewna siebie dziewczynka.
Melania Kapelusz postać Kingi - dziewczynki w wieku wczesnoszkolnym - zbudowała wokół dość specyficznego postrzegania rzeczywistości przez bohaterkę. Kinga jest bardzo egocentryczna, patrzy na rzeczywistość przez pryzmat własnej osoby, a świat próbuje podporządkować swoim poglądom, pomysłom i zachciankom. Kinga nie odrobiła zadania domowego? Nie! To cała klasa, z nauczycielką na czele się mylą, bo żadnego zadania nie było!
Zielony groszek włożony do kieszeni w celu późniejszego przerobienia na korale został zgnieciony? Skandal! Nie nadaje się na biżuterię! Kinga dostała pod choinkę łyżwy i okazało się, że ONE nie umieją jeździć. Znalazła na podwórku węża i nie zgadza się z mamą, że to zwykła dżdżownica. Dziewczynka nie ma sobie nic do zarzucenia i rzadko przyznaje się do błędów.
Próbuje także zmieniać to, co jej się nie podoba. Sama organizuje obóz harcerski (bo rodzice nie zaproponowali jej atrakcyjnych wakacji), na który z niezrozumiałych dla niej przyczyn żadna z koleżanek nie decyduje się jechać. Nieszczęśliwa i wściekła z powodu braku "jednego porządnego ciucha", przerabia sprawnie dwie spódnice na jedną, niszcząc przy okazji obie.
Wydaje się, że taka osoba nie może wzbudzać sympatii. Mnie się Kinga jednak wydaje urocza w swoim zacietrzewianiu się, uporze i odważnych próbach stawiania na swoim. Wyobrażam sobie jak pomstuje pod nosem na ten dziwny, niepokorny świat. Tak naprawdę dobre z niej dziecko - nikogo nie krzywdzi, nie obraża, nie kłóci się. Wie, na czym polega przyzwoite zachowanie (lepiej po kimś posprzątać, niż naskarżyć na niego), daje innym prawo do decydowania o sobie (choćby karpiom, które według niej nie zgodziły się na "udział" w kolacji wigilijnej).
Kinga zachowuje się nieco infantylnie, jak trochę młodsze dziecko. I czasem brakuje jej odpowiedniego do wieku rozumienia związków przyczynowo - skutkowych. Chowa czekoladę pod poduszkę, a dziwiąc się skutkom tego pomysłu, znajduje lepszą skrytkę - pod dywanikiem. O bałagan w swoim pokoju ze śmiertelną powagą obwinia lalki. I do tego wierzy w świętego Mikołaja. Cóż, jest nieodrodną córką swojej matki (przesympatycznej osoby, która zgrabnie wyciąga córkę z tarapatów i łagodzi bolączki), obie tak samo wierzą w istnienie zaklęcia, które powoduje, że w muzeum obrazy spadają ze ściany.
Jest w tej książce pewien czytelniczy smaczek. Kinga długo zwleka z rozpoczęciem czytania lektury, którą są "Dzieci z Bullerbyn". A gdy już do niej zasiada - nie może się oderwać.
Jak widać czasem uczynienie z książki lektury, zmuszanie dzieci do jej czytania - nie działa odstraszająco.
Specyficzny klimat książki podkreślają ilustracje Jana Ciecierskiego. Ilustrator jedynie postaci dziewczynki nadał cechy, dzięki którym wygląda ona jak człowiek (choć dość specyficzny), pozostałych bohaterów albo nie ma, albo istnieją jako "papierowe wycinanki", pozbawione jakichś specyficznych rysów, kształty. W rysunkach jest bardzo dużo ekspresji, podkreślającej zawiłość kingowego postrzegania świata. Składają się na to zamaszyste linie, duże i małe czarne i wielokolorowe plamy, powtarzające się na jednym obrazku motywy. Niektóre ilustracje przypominają piktogramy - proste symbole, które używane są w komunikacji pozawerbalnej, wzbogacające przekaz słowny, a czasem go zastępujące. Nazwisko ilustratora widnieje na okładce, bo jest on równoprawnym autorem książki.
"Kinga i co z niej wyrośnie" nie przypomina innych książek o wesołych, dziecięcych przygodach, wymaga od czytelnika głębszej refleksji nad tytułową postacią i wczucia się w jej przeżycia. Wydaje mi się, że czytanie jej dziecku poniżej wieku szkolnego może zakończyć się jego znudzeniem. Ale z pewnością warto po nią sięgnąć. Sama mam ochotę dowiedzieć się, komu i jak udało się rozgryźć Kingę w drugim tomie.

Aneta Bohaczewska-Petryna