"Krucze wrota"

Autor: Anthony Horowitz

Przekład: Beata Śmietana

Wyd. Znak, Kraków 2007


          Dawno, dawno temu, przed czasem egipskich piramid, a może nawet przed cywilizacją Atlantydy nasz świat chciały zniszczyć Pradawne Istoty, uosabiające najwyższe zło. W ostatnim momencie ich plan pokrzyżowało pięcioro dzieci, które zbudowały Krucze Wrota - bramę zamykającą drogę ciemności. Po setkach wieków niebezpieczeństwo wróciło - zdeprawowani ludzie chcą odtworzyć złowrogi krąg i przywołać nieziemskie stwory.

Tymczasem czternastoletni Matt zostaje schwytany przez policję podczas kradzieży. Jako sierota trafia w ramach resocjalizacji do małej, odludnej wioski. Otoczony przez dziwnych ludzi i dziwne zwierzęta, chłopak próbuje stamtąd uciec. Niestety wszyscy, którzy chcą mu w tym pomóc, giną. Ostatnią deską ratunku jest młody dziennikarz. I to właśnie w Richardzie Matt znajdzie prawdziwego przyjaciela. Razem odkryją prawdę o śmierci rodziców chłopca i dowiedzą się o istnieniu tajemniczej organizacji, związanej z Kruczymi Wrotami. Jej członkowie pomogą Mattowi zaakceptować jego nadnaturalne zdolności. Pogodzony z sobą nastolatek cudem przeżyje atak ożywionych dinozaurów (wspaniała scena) i uniknie śmierci w wybuchającym reaktorze atomowym.

Mocne, prawda? A przecież nie zdradziłam wszystkiego.

"Krucze Wrota" mogę polecić rówieśnikom Matta, bo moim zdaniem nie nadają się one dla młodszych dzieci. Zbyt wiele tam krwawych scen, a groza narasta w sposób wyczuwalny. Napięcie nie jest łagodzone humorem czy dobrotliwymi postaciami w stylu Hagrida. My, dorośli, możemy w książce odszukać Dana Browna, Stephena Kinga czy Jeana-Christopha Grange i powiedzieć : - Ale komercja! Ale możemy też sięgnąć po słowniki śp. Władysława Kopalińskiego i razem z dziećmi poszukać choć kilku toposów. I wtedy powieść Anthony'ego Horowitza nie będzie tylko kolejną, tym razem brutalną wersją Harry'ego Pottera dla młodzieży, lecz także sposobem na inne odczytanie słów : kruk, brama, droga, ogień, krew, ciemność...

neafilipowa