Leon i kotka Wielkie zmiany

"Leon i kotka,
czyli jak rozumieć mowę zegara"

"Wielkie zmiany w dużym lesie"

Autor: Grażyna Ruszewska

Ilustracje: Piotr Fąfrowicz

Wyd. FRO9, Łódź 2006


Przede mną leżą dwie książki, których okładki wprawiają mnie w zachwyt. Na pierwszej - ciemna noc, gwieździste niebo, dach zwieńczony kominem, a na kominie siedzą sobie dwa przytulone koty. Kot mały i kot duży. Na dachu przebywa w tym czasie mnóstwo ptaszków, ale przytulone koty wpatrzone w sierp księżyca zdają się ich nie zauważać. Druga okładka - pogodny poranek, na gałęzi drzewa odpoczywają (wypatrują czegoś?) obok siebie zajączek, jeż i biedronka. Ot, taki ciepły i optymistyczny obrazek.
Te dwie książeczki to efekt współpracy Grażyny Ruszewskiej i Piotra Fąfrowicza (opracowanie graficzne zawdzięczają Grażce Lange). Obie pozycje doczekały się uznania specjalistów i zostały nagrodzone m.in. przez Polską Sekcję IBBY.
Teksty nie są specjalnie nowatorskie, zaskakujące czy oryginalne. To prościutkie, oczywiste historyjki, którym gatunkowo najbliżej do bajek terapeutycznych. W przejrzysty i zrozumiały sposób opowiadają o wartościach takich jak przyjaźń, opieka nad bliskimi i odwaga (przypadek "Leona i kotki" oraz Zająca Ambrożego z Opowieści drugiej" w "Wielkich zmianach w dużym lesie"), podkreślają wartość niby zwyczajnego życia rodzinnego (historia Biedronki Horacego, który postanowił zmienić swoje życie z "Opowieści pierwszej"), a także spontanicznej zabawy i kontaktu z grupą społeczną (przypadek jeża Bronisława z "Opowieści trzeciej").
Prawdziwą wartością tych książek są ilustracje i ich współgranie z historyjkami opowiedzianymi przez Grażynę Ruszewską. Budują nastrój, rozwijają wyobraźnię, niejednokrotnie wprawiają w zachwyt. Moje ulubione (oprócz tych okładkowych) to: w "Leonie i kotce" - siedząca fotelu Ada trzymająca czule w ramionach dwa koty. Wbrew temu, czego można by się spodziewać wiedząc, gdzie zazwyczaj stoją bujane fotele, w tle nie ma pokoju, w tle jest niebo, wszechświat, kosmos. To mi zasugerowało, że nic innego się na świecie nie liczy ponad to, co dzieje się między postaciami na pierwszym planie. Ale komuś innemu zasugerować może coś zupełnie innego. Albo ktoś inny może coś innego na tej ilustracji zobaczyć, na przykład, że to w ogóle nie są gwiazdy lecz płatki śniegu, bo akcja rozgrywa się zimową nocą. I jeszcze, że lęk egzystencjalny można troszkę zminimalizować przez bycie razem. W "Wielkich zmianach w dużym lesie" - otwarte drzwi obory (w tekście - stodoły - ale ja nie rozumiem, co takiego krowa miałaby robić w stodole) , dzięki którym widać fragment jej wielkiej mieszkanki, a na nich cień Zająca Ambrożego - taki malutki i niepozorny. Ta ilustracja bardziej niż wszystkie opisy uświadamia mi z jakim lękiem musiał się zmierzyć strachliwy zajączek. I jeszcze jedna - zakopany w liściach jeż obserwujący blask dalekiego ogniska. Nie potrafię na nią patrzeć bez budzącej się nostalgii.
Książki mają twarde okładki, są szyte, sprawiają wrażenie naprawdę solidnych. Przyznam jednak, że nie mogę zrozumieć niektórych zabiegów stosowanych przez Grażkę Lange. Absolutnie nie przemawia do mnie brak akapitów, zaznaczanie dialogów większą czcionką i nierównomierne wypełnienie tekstem strony. Owszem, takim zestawieniem osiąga się styl odróżnialny ale niekoniecznie estetyczny i czytelny.

Agnieszka Sikorska-Celejewska