Była sobie pewna gęś, która wcale, ale to wcale nie chciała wiedzieć, co jest za murkiem oddzielającym ją od reszty świata. Była też pewna krowa, która zawsze wszystko wiedziała oraz zając, który słyszał tylko i wyłącznie piękne rzeczy. I owca, która wolałaby być kozą...
"Niebajki" nawiązują do klasyki - do bajek Ezopa - krótkie powiastki, których bohaterami są zwierzęta, obdarzone ludzkimi cechami - wszystko zgodnie z definicją bajki. Takie odniesienia lubię najbardziej - niby dosłowne, a jednak nowe, inne. Ta książka opowiada bowiem historie nas samych - jest w niej jakiś nakaz szukania, rozglądania się (ale nie wokół, a wewnątrz siebie), rozmyślania. Nic nie zostało do końca nazwane i podejrzewam, że sama też będę w nich widzieć różne cechy i sytuacje, zależnie od nastroju czy zdarzeń. Na prywatny użytek nazywam taką formę "bajką otwartą" - każdy kto czyta, zrozumie ją tak, jak tego w danej chwili potrzebuje. No i nie da się im zarzucić, że jest to tylko odświeżony, odnowiony Ezop...
Kliknij na obrazek, a przeczytasz bajkę o ośle.
Nie powiem nic na temat grupy czytelników, do których "Niebajki" są skierowane. Dlaczego? W naszym domu ta książka zyskała miano "poduszkowca dla wszystkich": czytaliśmy ją my - dorośli, czytał z zainteresowaniem niespełna jedenastoletni syn, słuchała bez końca pięcioletnia córka. Pewnie każdy słyszał i rozumiał inną historię, ale za to wszyscy zgodnie zachwycaliśmy się ilustracjami - równie uniwersalnymi, jak się okazało.
Dodatkowym walorem (aczkolwiek to ocena bardzo już subiektywna) w moich oczach jest to, że po przeczytaniu książki dziewięć razy, poproszona przez córkę o ponowną lekturę nie zgrzytałam jeszcze zębami. Nie wiem, ile jeszcze zdołałabym wytrzymać, bo po tym dziesiątym zachrypłam...