Książeczka-zasypianka. Poetycka, łagodna, pełna zaskakujących skojarzeń i niezwykłych kolaży, inteligentna odpowiedź na nudne liczenie baranów, utrzymana w swoim klimacie gdzieś na granicy jawy i snu. Kojąca niczym lawendowa kołderka, którą jej autorka, Iwona Chmielewska, otula nas po samą szyję i prowadzi przez niezgłębioną krainę wyobraźni, poduszkowych marzeń, refleksji nad mijającym dniem, wprost do królestwa snów.
Wystające spod kołdry dziecięce paluszki udają się w przedziwną wędrówkę, utkaną przez wyobraźnię Autorki. Potrafią być górami lodowymi, na których przysiadła na chwilkę dziesięcioosobowa rodzina pingwinków, by za moment znowu stać się wesołą gromadką przycupniętych na skraju lasu krasnoludków w czerwonych czapeczkach; innym znowu razem osobliwymi schodkami, po których można się wdrapać.I tak dalej, i tak dalej.
Autorka ubarwia owo wspólne, wieczorne "wędrowanie" pod rękę z czytelnikiem swoimi subtelnymi kolażami, które trudno zapomnieć, a jednocześnie trudno właściwie do końca zdefiniować i opisać. Podobnie jak sny, mogą być one inaczej odebrane przez każdego z nas; subiektywnie, indywidualnie. Zafascynowani, zaciekawieni podążamy za nimi zastanawiając się, co dalej, co dalej...
Bardzo lubię takie książki, w których nie dopowiada się pewnych rzeczy i gdzie autor pozostawia choć trochę wolnej przestrzeni dla wyobraźni czytelnika. Lektura "O wędrowania..." taką swobodę pozostawia, no i jest czymś więcej niż tylko wieczorną wyliczanką. Z całą pewnością to piękna i jakże potrzebna "kropką nad i" na zakończenie każdego dnia, porządkująca wrażenia, uspokajająca.