"Puszka - Cacuszko"

Autorzy:

Tekst: Lech Janerka

Ilustracje: Tomasz Broda

Wyd. Wydawnictwo Format; Łagiewniki 2006


 

"Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
a bez szyi komu się przyda?
Pachnie toto jak dno beczki,
Jakieś nóżki jakieś kropeczki -
ohyda!(...)"

Satyra na bożą krówkę, K.I.Gałczyński (fragment)

W sumie nie wiem, dlaczego ten fragment wiersza Gałczyńskiego skojarzył mi się od pierwszego przeczytania z "Puszką-Cacuszkiem". Ale skojarzenie jest bardzo silne, nie dało się wyrzucić. Niech więc tak zostanie...

Tak, jakby ktoś dał mi prztyczka w nos - tak właśnie czuję się po przeczytaniu tej książeczki. Tylko nie pytajcie mnie, proszę, czy autor rzeczywiście miał na myśli to, co ja myślę, że miał na myśli... Pewnie nie - ale doskonale mu wyszło wpasowanie mnie (a pewnie i innych rodziców przejętych swoją rolą nauczyciela) w ramkę pt. "a weź ty czasem rzuć wszystkie mądrości i zabawki edukacyjne i po prostu pobaw się ze swoim dzieckiem". Spróbowałam, rzuciłam... Po lekturze wierszyków mam teraz ochotę złapać skakankę żaby, puścić się w pląs po kałużach, obśmiewać głupio (czy dzieci śmieją się głupio? - chyba nie, to tylko my wyrośliśmy już z pewnej fazy prostego filozofowania i znajdowania humoru w najprostszych rzeczach) skojarzenie dwóch jaguarów. Dziękuję autorom, że dali mi szansę choć na chwilę cofnąć się z dorosłości i nie martwić, czy obcasów nie powyginam...

Ilustracje... Zwierzęta, wielkookie i pastelowe, łagodne, czasem zamyślone. Kontrastują trochę z tekstami, wywołują zupełnie różne od nich wrażenie, budzą inne refleksje. Ale też - zachęciły moje młodsze dziecko do chwycenia za kredki. Zamierzone? Nie wiem... Na pewno bardzo miłe. Jest w nich coś, co wyzwala rozmach, co mnie się skojarzyło z turlaniem po trawie... Wiem, że dziwne mam skojarzenia - ta książka odnalazła we mnie skrawek szaleństwa, który był ukryty głęboko pod pokładami "nie wypada" i "nie powinno"...

Ale nadal nie wiem, dla kogo ona jest - dla mnie i innych dorosłych jako małe dzieło sztuki, czy też dla naszych dzieci? Kto jest wystarczająco niepoważny (a może właśnie - wystarczająco poważny i pewny siebie), żeby wziąć ją do ręki i... nie poczuć się wyśmiany ani oszukany ? Kto tak jak ja znajdzie w niej nowe, świeże skojarzenia, inspiracje i stare beztroskie ścieżki?

i2h2