Rodzina Penderwicków

"Rodzina Penderwicków"

Autor: Jeanne Birdsall

Ilustracje: David Frankland

Tłumaczenie: Hanna Baltyn

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2007


Kartkując sobie w zaciszu biblioteki dziecięcej "Rodzinę Penderwicków", czyli wakacyjną opowieść o czterech siostrach, dwóch królikach i pewnym interesującym chłopcu, zastanawiałam się przez dłuższą chwilę, czy to wciąż lektura odpowiednia dla mnie. Wakacyjne perypetie kilku dorastających dziewcząt, rozgrywające się w letniej posiadłości pewnej bogatej damy, to rodzaj literatury, z której, jak sądziłam, dawno już wyrosłam. Ale teraz, u schyłku lata, perspektywa zanurzenia się w pełnej zabawy i beztroski atmosferze Arundel wydała mi się niezwykle kusząca.

Wychowywane przez ojca siostry Penderwick to wspaniały, musujący koktajl odmiennych charakterów i życiowych aspiracji. Rosalinda, najstarsza z sióstr, jest bardzo rozważna i odpowiedzialna, po śmierci mamy wspaniale pomaga ojcu w opiece nad młodszym rodzeństwem i po mistrzowsku zawiaduje domem. Sky to z kolei zapalona miłośniczka zadań matematycznych. Jane marzy z kolei, by zostać pisarką; jej zmaganiom z fabułą Sabriny Starr dopinguje cała rodzina. I wreszcie najmłodsza z sióstr, czteroletnia Batty, niekwestionowane oczko w głowie wszystkich Penderwicków. Obraz sióstr byłby jednak niepełny, gdyby nie uzupełnić go o postać czuwającego nad ich losem ojca, pana Penerwicka, profesora botaniki i miłośnika łaciny. Stojący pół kroku za swoimi latoroślami, oddany pracy profesor Penderwick, to prawdziwa ostoja dla córek, przywoływanych do porządku nie tyle za pomocą podniesionego głosu, ile łacińskich powiedzonek ojca.

Autorka książki, Jeanne Birdsall, ukazuje tytułową rodzinę z dużą sympatią i ciepłem. Zdawałoby się, że po śmierci mamy ulegnie ona dezintegracji, podczas gdy zdaje się być dokładnie odwrotnie, a Penderwickowie są silniejsi i bardziej zgrani, niż kiedykolwiek przedtem. Siła więzów łączących siostry i ojca, ich wzajemna bliskość, troska, wsparcie, jakim się obdarzają, są cudownie krzepiące. Zwłaszcza teraz, kiedy coraz więcej rodzin żyje w odaleniu od siebie, i to nie tyle fizycznym, ile duchowym, przykład rodziny Penderwicków przekonuje, że tak być nie musi i nie powinno.

Przepustką do posiadania zgranej i szczęśliwej rodziny jest tutaj bez wątpienia silne poczucie rodzinnej wspólnoty, więzów, łączących wszystkich jej członków. Warto zwrócić także uwagę na przewijające się w tekście słowo honor. Temu zdegradowanemu współcześnie terminowi autorka książki przywraca świetność i utracony blask. I doprawdy czyni to wiarygodnie i przekonująco w oczach czytelnika. To na honor rodziny przysięgają się siostry, kiedy sytuacja tego wymaga, a one wszystkie zbiegają się na potajemną naradę. Świadomość posiadania honoru, czyli zasad i wartości, determinuje ich życiowe wybory. Ale nie tylko o poczuciu rodzinnej wspólnoty jest tu mowa.

"Rodzina Penderwicków" to w końcu przede wszystkim świetnie napisana, utrzymana w nieco staroświeckim stylu i prawdziwie wakacyjnych klimatach książka dla młodzieży i tych wszystkich, którzy chętnie wracają pamięcią do czasów "kiedy byli bardzo młodzi". Beztroskie wakacje poza domem, gonitwy, gra w piłkę, psoty, wspinanie się po drzewach, tajne przejścia, pierwsze zauroczenia, przyjaźnie i odkrycia to znakomity punkt wyjścia do snucia opowieści o fajnej rodzinie. A dla mnie osobiście również wyraz tęsknoty za prostym życiem, gdzie istnieją jasne reguły, gdzie dzieci są dziećmi, a świat dorosłych, mimo iż czasem nieprzewidywalny, nie burzy zasadniczo dzięcięcej swobody i poczucia bezpieczeństwa.

Agnieszka Alichnowicz