Sztuka

"Sztuka nie tylko dla dzieci"

Koncepcja książki: Amanda Renshaw,
Alan Fletcher, Gilda Williams Ruggi

Teksty: Amanda Renshaw, Gilda Williams Ruggi

Tłumaczenie: Barbara Kęsek

Wyd. Znak, Kraków 2006


          "Jak rozmawiać o sztuce z dziećmi? Co najpierw pokazać, a co zostawić na później, kiedy już będą zaprawionymi w bojach krytykami? Kierować się własnym gustem czy też może przedstawiać wszystko "jak leci"?

Zastanawiamy się czasem, jak wprowadzać dzieci w ten obcy, a przecież zewsząd nas otaczający świat. Książka "Sztuka nie tylko dla dzieci" jest w pewien sposób odpowiedzią na te i inne pytania. Pokazane w niej zostało kilkanaście bardzo znanych dzieł ze sztuki światowej. Zaskakuje niewątpliwie nie tyle dobór, ile "nieuporządkowanie" -nie zostały uszeregowane według dat powstania czy też stylów, ani też w żaden inny, czytelny dla nas sposób.
Mnie to wymieszanie się podoba - systematyzować zawsze zdążymy, a tutaj autorki pokazują w bardzo przystępny sposób, że spotkania ze sztuką to intrygująca przygoda, a nie tylko rzut oka sprowadzający się później do stwierdzenia "podobało się" lub "nie podobało się" albo, co gorsza, nudnawy wykład o tym, ze tak położone kolory to jeden styl, a inaczej - drugi, że w którymś tam roku żył jeden malarz, a ten drugi się na nim wzorował (chociaż to już zaczyna być ciekawe, pozwala na własne, detektywistyczne spostrzeżenia i skojarzenia).

Kolejno przedstawiane dzieła są więc traktowane nie jako temat sam w sobie, lecz raczej jako pretekst do opowieści o ludziach, którzy je stworzyli, sytuacjach, w jakich powstawały, a w końcu do zachęty do własnych śledztw i refleksji bądź też własnej twórczości, inspirowanej danym dziełem bądź artystą. Sztuka według autorek książki nie ma służyć tylko zachwycaniu się, lecz jest pretekstem do poznawania świata. Nie wstawia się jej w sztywne ramy ani czasowe ani stylowe. Nie ocenia, nie dzieli na wysoką i niską, na ważną i mniej ważną. Paradoksalnie, to może właśnie nauczyć nie tylko poszukiwań warsztatu konesera, ale i szacunku dla dzieła i artysty.
Dalszym ciągiem tej lektury niech będą wspólne wyprawy - jeśli nie do cichych galerii muzealnych, to może między półki biblioteczne pełne albumów.

Iwona Hardej