|
|
"O wiadukcie kolejowym,
który chciał zostać mostem nad rzeką i inne bajki"
Autor: Tina Oziewicz
Ilustracje: Bogna Pniewska
Wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2007
|
Podchodziłam do tej książki jak do jeża. Dość alergicznie reaguję na hasło: "opowieści o zwyczajnych przedmiotach" kojarząc je z poradami "jak twórczo napisać wypracowanie", które w mojej młodości ukazywały się w rozmaitych pismach. Poza tym w niedalekiej przeszłości nie zachwycił mnie ani "Młynek do kawy" K.I. Gałczyńskiego, z którym wiązałam wielkie nadzieje, ani ceniona powszechnie "Sznurkowa historia" R. Jędrzejewskiej-Wróbel. Wielką więc niespodzianką była dla mnie lektura książki Tiny Oziewicz i to, że po przeczytaniu każdej historii mogłam ją podsumować tylko: "To jest świetne!". Każda z występujących w tej książce opowieści jest ciekawa, zaskakująca, nieprzewidywalna, dająca do myślenia, wzruszająca, a przy tym niesamowicie prosto i jasno opowiedziana. Chyba nie przesadzę nazywając te historie bajkami filozoficznymi dla najmłodszych. To teksty o marzeniach i ich realizowaniu, o prawdziwej naturze rzeczy, o przemianach, o możliwości patrzenia na niektóre sprawy z kilku różnych stron. Oczywiście, jak większość znakomitych pozycji pisanych z myślą o dzieciach, do myślenia dadzą też dorosłym.
Rewelacyjnym rozwiązaniem jest otwarta puenta niektórych opowieści ("O łyżeczce, która latała samolotem", " O makaronie, który poturlał się w świat", "O liściu kasztanowca, który chciał zerwać się z drzewa"). Każdy przedmiot-bohater wyrusza w drogę ku swojemu marzeniu, ale tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, co z tego wynikło. Cieszy mnie, że autorka zrezygnowała z łatwych zakończeń typu: "Przybył. Zobaczył. Żył długo i szczęśliwie". Jej sposób na puentowanie jest znacznie zgrabniejszy i przyjaźniejszy dla czytelnika, pozostawia miejsce dla refleksji i wyobraźni. To świetny materiał do zabawy w "co było dalej".
Przyjemnie patrzy mi się również na ilustracje Bogny Pniewskiej. Proszę mi powiedzieć, dlaczego ja w mieście z historii wiaduktu, co chciał być mostem, widzę Toruń? Niektóre fragmenty tych ilustracji, takie, w których widać stanowcze machanie pastelową kredką, przypominają mi o własnych pieczołowicie zarysowywanych kartkach wiele lat temu. Oj, jakże wzięłabym teraz nawet kredkę w łapę i narysowała sobie taką rzekę, takie niebo i ciemne kąty pod szafą! Im dłużej oglądam, tym bardziej lubię te rysunki, tworzone niby po dziecięcemu, a jednocześnie bardzo dojrzale i przemyślanie.
Ta książka to coś nowego, świeżego, oryginalnego. Odliczam w głowie znajome dzieci, którym mogę podarować ją z okazji lub bez. I czekam na kolejne odsłony twórczości obu artystek.
Agnieszka Sikorska-Celejewska
|
Piasek, liście na drzewach, pozostawione na plaży przedmioty, muszelki z makaronu, a nawet wiadukt kolejowy... Setki otaczających nas rzeczy, z których istnienia często nie zdajemy sobie sprawy. Dostrzegamy je, gdy stają się dla nas utrapieniem, przeszkodą, tak jak ów nieszczęsny piasek, który trzeba wytrzepać z butów, jak liście opadłe z drzew, które trzeba pograbić, jak rozrzucone plastikowe łyżeczki, które trzeba pozbierać i wyrzucić do śmietnika. A gdyby tak okazało się, że wszystkie te przedmioty mają duszę? I że czasem się smucą, a nawet płaczą, że przyjaźnią się ze sobą, wspierają wzajemnie, a wreszcie, że czują tak samo, jak my?
Metalowa łyżeczka Lufthansy zabrana bez pytania z samolotu przez jakiegoś pasażera, rozpaczliwie pragnie wrócić na pokład. Ciekaw wielkiego świata liść kasztanowca chciałby wreszcie zerwać się ze swojej gałęzi na drzewie i również polecieć z wiatrem. Ziarnko piasku marzy o tym, by odnaleźć swoją mamę. A zielona żabka, zupełnie po kobiecemu, chciałaby przestać być wyłącznie zielona. Wszystkie one, tak po ludzku zwyczajne, prozaiczne w swoich marzeniach i dążeniach, wzruszające, zabawne.
Świat rzeczy, ukazany w książce "O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką i inne bajki", ukazany jest z perspektywy małego dziecka, które nie wie jeszcze na przykład, że nic w życiu dwa razy się nie zdarza i że biegu pewnych spraw nie można odwrócić. Jednak właśnie z tych dziecięcych marzeń, wiary we własne możliwości, wynika optymistyczne przesłanie tej książki, mówiące, że nawet z trudnych, życiowych sytuacji zawsze może wyniknąć coś dobrego (na przykład przyjaźń albo po prostu nieoczekiwana odmiana złego losu).
Autorka w ciekawy sposób przybliża małemu czytelnikowi mikrokosmos otaczających go małych i dużych przedmiotów. Zachęca, by czasem cierpliwie przykucnął nad zieloną żabką spotkaną na łące, pochylił nad rosnącym w lesie czerwonym muchomorkiem, zadarł wysoko głowę i przyjrzał nieco uważniej liściom na drzewie, a może nawet wsłuchał w to, co próbują mu powiedzieć. A wtedy nic już nie będzie jak dawniej. W jednym z opowiadań, w którym jest mowa o następstwach pewnego, dość nietypowego mariażu, czytamy: "Chyba dlatego nikt ich nigdy nie widział. Nikt poza mną" i natychmiast czujemy, że w ślad za autorką przeniknęliśmy do środka wielkiej tajemnicy, która każe nam odtąd wnikliwiej i baczniej przyglądać się otaczającemu nas światu.
Wspaniałym uzupełnieniem zawartych w książce ośmiu opowiadań są pastelowe, dziecięce ilustracje Bogny Pniewskiej. Nas rozbawiły szczególnie rozbrykane ziarenka piasku i chyba już zawsze będziemy patrzeć na nie w ten właśnie sposób.
Z przedmiotami jest trochę inaczej niż z ludźmi. Liść kasztanowca dopiero na starość zaczyna prawdziwe życie, kiedy to niesiony wiatrem może nareszcie wyruszyć w daleką podróż. Podobnie jest z kamieniami, które dopiero u schyłku życia stają się dziećmi- małymi ziarenkami piasku. Czasami jednak... zupełnie tak, jak u ludzi, przedmioty te pragną, marzą, tęsknią.I o tym jest właśnie ta książka.
|
|