Wierszykarnia

"Wierszykarnia"

Autor: Danuta Wawiłow

Ilustracje: Uta Dorczyk

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2007


Jakiś czas temu była u nas babcia. Zaintrygowana moim wybiórczym sposobem kompletowania księgozbioru dziecięcego zapytała o różnicę między dobrym wierszem dla dziecka, a wierszem złym. Nie potrafiłam wypunktować argumentów, znalazłam jednak inne rozwiązanie - przeczytałam babci rymowankę pewnej wierszokletki oraz kilka utworów Danuty Wawiłow. Efekt był zadowalający, babcia w mig pojęła różnicę.
Napisać wierszyk jakich pełno w masowo wydawanych kartonowych książeczkach to nie sztuka. Takie nieudolne próby rymowania, bo nie pisania wierszy przecież, określił Jan Brzechwa "rymowaną wodą"(1). Oczywiście na to miano nie zasługują urocze czy śmieszne zabawy językiem i słowem, lecz pozbawione artyzmu teksty wydawane przez wydawców chcących zarobić parę groszy na młodym czytelniku. Takie, w których "fabuła" utworu podporządkowana jest rymowi, w których musi zdarzyć się to, co się zrymuje z wcześniejszym wersem. Takie, które wyglądają jak wiersz, lecz poezji w nich szukać na próżno. Proszę bardzo, oto początek takiego utworu z serii Wydawnictwa Wilga o małych kotkach, pieskach, owieczkach itd.:

Na podwórku, blisko płotka
psa małego można spotkać.
Lubi kotki i owieczki,
czasem chodzi na wycieczki.

To typowa rymowana woda - tekst o niczym, bez żadnych wartości artystycznych czy choćby dydaktycznych. Modyfikując go odpowiednio jesteśmy w stanie zbudować wersję alternatywną (oj, żeby to jedną!), niestety, równie głupią:

Na podwórku blisko studni
piesek się zabawą trudni.
Lubi konie, krowy, kotki,
sprawdź no czy on ma łaskotki.

Tak pisać potrafi każdy. Ot, proszę bardzo, żeby nie być gołosłowną jeszcze coś wymyślę. O czym? Może o ptaszku:

Leciał dziś ptaszek po niebie,
bo w pilnej był potrzebie.
Pisklęta miał w gniazdku młode,
leciał dla nich po wodę.

Mogłabym tak dalej, ale oszczędzę ewentualnych czytelników. Szkoda, że tak samo nie czynią inni "uzdolnieni" autorzy których nazwiska litościwie pominę.
Czym się rożni zatem od omawianych rymowanek twórczość Danuty Wawiłow? Na pewno nagromadzeniem środków wyrazu artystycznego oraz sprawnym posługiwaniem się nimi. Magiczną umiejętnością odtwarzania dziecięcego postrzegania świata. A przede wszystkim umiejętnością wzbudzania emocji. Podejrzewam, że mój wierszyk o ptaszku nikogo nie wzruszył, nie rozśmieszył, nikt się nad nim nie zadumał, ani nie przypomniał sobie czegoś, co dawno minęło. A ja to wszystko przeżywałam, czytając wiersze Danuty Wawiłow, pisane wszak z myślą o małoletnim czytelniku. Bo opowiadają o rzeczach ważnych.

- O samotności: tak! Na przykład chwytająca za serce "Wędrówka" - piękny wiersz o samotności i bezradności, o wszystkich niechcianych i skrzywdzonych. I o tym, że to my, dorośli, jesteśmy sprawcami cierpienia dziecka, więc ono czasem marzy o tym, by od nas uciec.
- O potrzebie kontaktu rodziców i dzieci: "Strasznie ważna rzecz", a także uroczy "Spacerek" - "klimatyczny", oj jaki "klimatyczny" utwór, leciutki jak letni wietrzyk, o więzi między mamą i córką, i jej kultywowaniu. Na spacerku, oczywiście!
- O dziecięcych lękach: "Jak tu ciemno" - monolog dziecka udającego się do snu, któremu wyobraźnia opowiada o strachach kryjących się za firanką czy w rurach.
- O marzeniach: "Marzenie", "A jak będę dorosła." oraz "Szybko!" - wierszyk z dwiema kontrastującymi strofkami. Pierwsza z nich, zbudowana z nawoływań dorosłego przymuszającego do pośpiechu, bo "tata na nas czeka" i "tramwaj nam ucieka". A druga o tym, jak dziecko chciałaby powolutku i godzinami lizać lody, gapić się w chmury i patrzeć na samochody.
- O zabawach: śmieszniutkie "Listy" i "Kałużyści" - utwór, który odtwarza klimat dziecięcych zabaw, przedstawiając je jako ciężką pracę (ale nie pozbawioną pewnej magii) i nazywając stosownie do zajęć grupy dzieci, co przypomina funkcjonujące w dorosłym świecie "zawody": kocistki, kałużyści, błociści.

To są wiersze prawdziwe. Czuć w nich dziecko z jego sposobem widzenia i przetwarzania rzeczywistości. Czytanie tych wierszy pozwala mi być bliżej siebie, którą dawno temu byłam i którą przecież ciągle w sobie noszę.
I forma wiersza i jego treść są równie istotne - to znaczy, że autorka szuka takich środków wyrazu, które pozwolą jej jak najlepiej opowiedzieć o tym co w duszy gra. To nie jest tak, że historia toczy się pod płotkiem tylko dlatego, że najbardziej oczywistym rymem do "kotka" jest "płotek" właśnie. Spróbujcie zrobić z dowolnym wierszem Danuty Wawiłow to, co ja zrobiłam z "Małym pieskiem". Nie podda się takim zabiegom łatwo, prawda?
Niestety, obecne na rynku wydanie zbioru wierszy Danuty Wawiłow zatytułowane "Wierszykarnia" jest byle jakie i mało wyraziste. Ilustracje są praktycznie niezauważalne i naprawdę nie wiem czy tak wydana książka zainteresuje młodego czytelnika, czy zachęci go do zajrzenia do środka i zawarcia z tymi wierszami bliższej znajomości.

(1) Jan Brzechwa: O poezji dla dzieci. W: S. Frycie: Literatura dla dzieci i młodzieży w latach 1945-1970. Tom 2 , s. 366 (przedruk z "Twórczości" 1955, nr 4).

Agnieszka Sikorska-Celejewska