"Zielony, Żółty, Rudy, Brązowy"

Autor: Małgorzata Strzałkowska

Ilustracje: Piotr Fąfrowicz

Wyd. Rodzina, Poznań 2003


W bibliotece wypożyczyłam uroczą książkę Małgorzaty Strzałkowskiej i Piotra Fąfrowicza. Dla siebie. Całą przeczytałam i obejrzałam w drodze do domu zachwycona zarówno tekstem jak i obraz(k)ami.
Tomik ten jest opowieścią o czterech porach roku i wydarzeniach, zapachach, kolorach oraz nastrojach z nimi związanymi. Wszystkie wiersze są bardzo udane, autorka umiejętnie posługuje się słowem, a jej wrażliwość sensualna żywo oddziałuje na czytelnika, który łatwo oddaje się wyczarowanym przez poetkę nastrojom letnich wieczorów, majowych nocy, jesiennych deszczyków i śnieżnych zamieci.
Umiejętność żonglowania słowem apogeum osiąga chyba w dynamicznym i bardzo zgrabnie zrymowanym utworze "Grabki w łapki" - jak najbardziej rzetelnym przepisie na baby z piasku:

"(.)
Jeśli chrapkę masz na babkę,
zrób w wiaderku z piasku papkę,
uklep, by nie było dziury,
chwyć wiaderko dnem do góry,
po czym zrób grabkami trach!
i już babka mknie na piach!"
(.)

Podczas lektury zdarzyła mi się zabawna pomyłka. Przeczytałam cztery pierwsze wersy utworu zatytułowanego "Listek" i, sądząc, że to całość (reszta na stronicy obok), zachwyciłam się. Aj, jakaż to niesamowita metafizyczna miniaturka! Zachwyt nad cudem istnienia zamknięty w kilkunastu słowach! Cudo, po prostu cudo. Potem zdałam sobie sprawę ze swojej pomyłki i teraz widzę w tym wierszu dwa utwory. Jeden czterowersowy:

"Z pączka listek się wynurzył
i zaszeptał mi nad głową:
- Proszę! Jednak się udało!
To cudowne, daję słowo!"

oraz drugi - dwudziestowersowy - i o tym jakim to cudem są narodziny, i o tym jakim to trudem jest dojrzewanie.
Książkę zdobią przepiękne, "dorosłe" ilustracje Piotra Fąfrowicza - zdecydowanie najlepsze spośród tych, które do tej pory widziałam (do "Wielkich zmian w dużym lesie" oraz "Leona i kotki" Grażyny Ruszewskiej). Uwypuklają nastrojowy charakter tych wierszy. Ale przede wszystkim są to skończone całości, byty samodzielne, które mogą funkcjonować i bez tekstu. Można się nimi również pobawić, spróbować dopisywać do nich swoje historie. Szczególnie podobają mi się te przedstawiające nocne krajobrazy. Ilustracja do wiersza "Czary mary": rozgwieżdżone niebo z pysznie lśniącym księżycem w pełni, dachy domów i na jednym z nich ruda czarownica z nieodłącznym czarnym kotem. W to niebo można się zapatrzeć, zapomnieć że to tylko cudza twórczość i poczuć się jak w majową letnią noc na łące. Podoba mi się obrazek ilustrujący wiersz "Taka noc" z sierpem księżyca odbijającym się w sadzawce. I najbardziej ten sąsiadujący w tomiku z wierszem "Sen nocy zimowej" - zatopiony w śnieżnej zamieci mały domek z ciepło rozświetlonym oknem. Moją niechęć budzą jedynie pojawiające się na ilustracjach pozbawione twarzy postacie ludzkie. Wzbudzają lęk i niepokój.
A książkę do naszego domowego księgozbioru na pewno zakupię. Będzie czekać aż dzieci do niej dorosną, przynosząc w tym czasie radość ich mamie.

Agnieszka Sikorska-Celejewska