"Bajki na dłuższą metę" to jedna z ważniejszych książek, jakie czytałam córeczce. Może nawet ważniejsza dla mnie niż dla niej, bo mówi o podstawowych prawdach, o których rodzice tak bardzo chcą opowiedzieć swoim dzieciom. Pomaga podzielić się dorosłymi przemyśleniami bez wchodzenia w rolę mentora.
Świat "Bajek..." jest rzeczywiście bajkowy. Przedmioty, które zazwyczaj występują w roli rekwizytów, tutaj stają się głównymi bohaterami. Kapryśny Szalik, Duży Bęben, Pozłacana Rama... Mają swoje marzenia, kochają, przeżywają rozczarowania. Bywają nierozsądne i naiwne. Uczą się i dojrzewają, lub - przeciwnie - pozostają puste i głupie. Przyjęcie ich perspektywy sprawia, że rzeczy banalne stają się niezwykłe i zaskakujące.
Moja siedmioletnia córeczka była zachwycona tym światem i szybko "uwierzyła" w rządzące nim prawa. Z dnia na dzień nasze mieszkanie ożyło. Kubki domagały się, by pić z nich herbatę, stara zabawka prosiła o chwilę zabawy, a książki - koniecznie chciały być czytane.
Małe dziecko poprzestanie pewnie na takim odbiorze książki. Ale już trochę starsze zapewne zauważy, że w tych fantastycznych historiach tak naprawdę chodzi o coś więcej. Bo każde z opowiadań dotyka jakiejś głębokiej prawdy, mówi o rzeczach istotnych, o wartościach.
W dzieciństwie nie przepadałam za tego typu książkami. To, co czytałam, musiało mieć wartką akcję i oczywiste zakończenie. Moje lektury raczej dawały gotowe odpowiedzi niż prowokowały do rozmyślań. Ale też byłam w swoim czytaniu osamotniona. Bo ile osób czyta dzieciom, które potrafią już to robić samodzielnie? Tymczasem "Bajki..." to książka wręcz domagająca się wspólnej lektury, po której przychodzi czas na rozmowę i refleksje.
Tak się złożyło, że jedną z bajek - "Niebieski Bumerang" czytałam córeczce w obecności mojej mamy. I w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że czytam również, a może przede wszystkim, dla niej. Smutny, zgorzkniały dziadek tłumaczy tu wnuczkowi:
"Dbaj o każdą sekundę, bo nic nigdy nie wróci. Wszystko mija, wszystko znika, wszystko się ulatnia. Życie jest miejscem, gdzie ze wszystkim żegnamy się na zawsze". Ale wbrew jego słowom przeszłość jednak powraca, przyniesiona przez wnuczka.
W "Bajkach..." w wielu momentach przemijanie i rzeczy ostateczne zderzają się z radością i nadzieją dzieciństwa, i z tego zderzenia zawsze wynika coś dobrego. Bo jest to książka przede wszystkim o urodzie życia, w każdym jego momencie. "I wszyscy mieszkańcy starego domu zebrali się w pokoju, do którego prowadziły Okropnie Skrzypiące Drzwi (...) Ludzie przyszli, by posłuchać wspaniałego koncertu i pomyśleć nad tym, że i Dzieciństwo, i Dojrzałość, i Starość mają w sobie tyle piękna, tyle dobra..." ("Okropnie Skrzypiące Drzwi").