Młodzi ludzie wracają po przeżyciu niebezpiecznych przygód z wybrzeża Bałtyku do Warszawy w towarzystwie ojca Felixa. Wszyscy są ogromnie głodni, więc postanawiają nieco zboczyć z trasy, by zjeść obiad w skansenie we Wlonach. Nadciągają deszczowe chmury... Na grobli mijają ich samochód uciekające czarne koty. Czy próba zjedzenia posiłku może okazać się niebezpieczna? Ależ oczywiście - wystarczy być w towarzystwie Felixa, Neta i Niki...
Kolejna przygoda trójki sympatycznych nastolatków, tym razem króciutka - na zaostrzenie apetytu tym, którzy nie czytali - na część pierwszą i drugą powieści, a wielbicielom jako gadżet skracający czas oczekiwania na część trzecią.
Po lekturze mogę powiedzieć, że z całą pewnością:
- trzy razy pomyślę nim odwiedzę pewien skansen (istnieje realnie, a jakże),
- na pewno nie wybiorę się do niego przy deszczowej pogodzie,
- raczej zrezygnuję tam z hamburgerów, tudzież innych dań mięsnych.
Rafał Kosik znów pokazuje nam, że przygoda czeka za każdym zakrętem, byle tylko pokonywać drogę we właściwym towarzystwie. Zabawne dialogi, celne riposty, lekka nutka dydaktyczna - jednym słowem wszystko to, co można znaleźć w jego poprzednich książkach, tym razem w zminimalizowanej dawce.
Szczególnie polecam tym, którzy jeszcze boją się kilkusetstronicowych powieści - mam nadzieję, że po przeczytaniu tego opowiadania ciekawość weźmie górę nad strachem.