Miarą kultury osobistej człowieka jest nie tylko to, co robi czy mówi, ale również JAK to robi. Moja Babcia mawiała, że prawdziwa dama pozostanie damą nawet wtedy, gdy będzie krowy pasać, a gościom podawać wrzątek i suchy chleb...
Dlaczego o tym piszę ? Ponieważ w moich oczach taką "damą" jest niewielka książka z tekstem W. Holzwartha - profesora komunikacji wizualnej na Uniwersytecie w Weimarze, zilustrowana przez znakomitego grafika W. Erlbrucha, książka opowiadająca o tym, jak to kret szuka sprawcy bardzo niemiłego incydentu...
Wiele osób skrzywi się, usłyszawszy tytuł: jak to - książka o... kupie ?
To niesmaczne, a nawet obrzydliwe ! To na pewno nie dla dzieci !
A jednak jest dokładnie odwrotnie: w sposób prosty, ale i nie pozbawiony humoru przedstawionych tu zostało kilka dość istotnych spraw. A od nas samych zależy, o czym będziemy czytać... Mały kret zostaje zaskoczony nieprzyjemną niespodzianką, w dodatku na głowie. Cóż robi ? Zaczyna dociekać, kto mu to zrobił. Grzecznie, lecz stanowczo idzie od jednego zwierzęcia do drugiego i ... sprawdza, wypytuje. A kiedy już brakuje mu dalszych pomysłów... prosi o pomoc muchy. W ten sposób znajduje winnego, a następnie pokazuje dobitnie, że nie da się skrzywdzić.>
A co może się ukrywać pod tym prostym ciągiem zdarzeń ?
Lekcja pierwsza: Kret nie rzuca się na nikogo z nieprzystojnym okrzykiem, lecz konsekwentnie szuka winowajcy. Nowelka kryminalna czy moralitet o tym, że nie wolno fałszywie osądzać, a należy szukać prawdy ?
Lekcja druga: Kret nie umie sobie sam poradzić, więc prosi o pomoc kogoś, kto się na danym problemie zna. Czyżby zasygnalizowanie potrzeby autorytetów ?
Lekcja trzecia: Kret dąży do ukarania winnego. Nie przestrasza go to, że ów jest od niego o wiele większy. Ale z drugiej strony: czy robi dobrze ? Może powinien obudzić psa i powiedzieć, że nie spodobało mu się jego zachowanie?
Dwulatek znajdzie w tej książeczce informację, że wszyscy robią kupę, nawet zwierzęta i nie będzie to dla niego zaskoczeniem. Może być to właśnie wprowadzeniem do zachęt zamiany pieluchy na nocnik. To wiek, kiedy taki temat jest bardzo zwyczajny i często podejmowany w tym właśnie kontekście.
Dla kilkulatka, małego przedszkolaka jest to, jak widać, książka o zachowaniach społecznych. Przewrotnie bazuje na czymś, co w naszej kulturze jest obecne niemalże "od zawsze": czy nie przypominają się bajki Ezopa ?
Trochę starsze dziecko, marzące o własnym piesku czy kotku dowie się dzięki tej książce, że takie zwierzę to nie tylko same przyjemności i zabawa, ale też niezbyt miłe obowiązki. Może przez nią zostać wprowadzone także w tajniki życia zwierząt, najpierw gospodarskich, bo te są pokazane w książce, a potem także dzikich. Tych ostatnich najczęściej nie widać, ale natrafiamy w lesie na ślady ich obecności: właśnie odchody. Równocześnie może to być dla dziecka sygnał, że wszystko wokół nas czemuś służy, należy tylko umieć patrzeć.
A my, dorośli ? Zanim pozwolimy sobie na oburzenie i niesmak, przeczytajmy dokładnie tę książkę, szczególną uwagą darząc stronę językową. Tu pozwolę sobie wrócić do "damy", którą pozostawiłam na początku recenzji: okazuje się, że można w ładny, wręcz elegancki sposób mówić o rzeczach i zjawiskach kłopotliwych. Książeczka traktująca o kupie jest pięknie ilustrowana, Erlbruch pokazał zaledwie kilkoma kreskami całą gamę różnych uczuć na mordce kreta. Została też doskonale przetłumaczona- miło ją wziąć do ręki, nie straszy niedbalstwem językowym, a zachwyca inwencją tłumacza.

Może nie jest dla nas za późno na naukę, że wdepnęło się w "końskie pączki", a nie w g.... ? Dzieciom bowiem ten język bardzo się podoba i z pewnością zaczną się nim posługiwać.
Jest kilka sfer w życiu, o których większość z nas potrafi mówić tylko używając wulgaryzmów albo terminologii medycznej. Chyba warto to zmienić. A skoro większość piszących o tej książce pozwala sobie na demonizowanie jej bez umiaru, ja również popuszczę wodze mojej wyobraźni. Jak daleko jest od takiej rozmowy o kupie do mądrego odejścia od pruderii, a co za tym idzie do porzucenia fałszywego i szkodliwego wstydu ? Szczególnie, że ten wstyd przenosimy ze sfery życia towarzyskiego do gabinetów lekarskich. Może dzisiejsze statystyki onkologiczne "poniżej pasa" inaczej by wyglądały, gdybyśmy wędrowali z małym kretem dziesięć czy piętnaście lat temu...
i2h2
Fragmenty książki wykorzystano za wiedzą i zgodą Wyd. Hokus-Pokus.
Dziękujemy!