Wenecja zawsze kojarzyła mi się z baśnią. Może dlatego, że ma tak awanturniczą przeszłość, bliższą baśniom tysiąca i jednej nocy, aniżeli naszym zachodnim etosom, a może dlatego, że przypomina miraż, mający lada chwila zniknąć, gdy tylko odwróci się na chwilę wzrok. Gołębie na Placu Świętego Marka, stare, opuszczone domy i kościoły, ciasne, tajemnicze zaułki i ten wieczny plusk wody, szum fal omywających nabrzeża i budynki, gondole i łodzie w nieustannym kołysaniu...
W tej scenerii opowieść o Bo i Prosperze nabiera większej realności, mogłaby zdarzyć się każdemu dziecku, a jednocześnie jest bardziej poetycka, ulotna, tak jak ulotna jest sama Wenecja. Znika całe okrucieństwo tej opowieści, a zostają skrzydlate lwy i gondole.
Prosper i Bo uciekają do Wenecji z Hamburga przed swoją ciotką: po śmierci ich matki chce zaopiekować się Bo, a Prospera oddać do szkoły z internatem. Chłopcy szukają azylu w mieście, o którym wciąż opowiadała im matka. Być może ich losy potoczyłyby się całkiem inaczej, gdyby nie to, że spotykają grupkę dzieci - bezdomnych uciekinierów, którymi opiekuje się tajemniczy Król Złodziei. Dzięki niemu mają dach nad głową w nieczynnym kinie, on zdobywa dla dzieci pieniądze na jedzenie i ubranie. Sytuacja komplikuje się, gdy na trop kryjówki dzieci trafia detektyw, szukający Bo i Prospera, a Scipio - Król Złodziei przyjmuje zlecenie od tajemniczego Conte...
Gdy czytałam tę książkę, nagle dotarło do mnie, że nie ma w niej postaci jednoznacznie negatywnych. Król Złodziei kłamie i okrada rodzinny dom, szukając akceptacji i "kogoś do kochania". Conte jest samotnym, starym człowiekiem. Nawet chciwy Barbarossa, gdy staje się na powrót dzieckiem, okazuje się być bezradny, zagubiony.
Przeczytałam gdzieś, że jest to książka o dzieciństwie. Zgadzam się z tą opinią, tyle, że dodałabym: to książka o wielu twarzach dzieciństwa. Mamy szczególny dar zapominania większości przykrości - gdy dorastamy dzieciństwo pamiętamy ( a może chcemy pamiętać) jako niekończące się zabawy. A jak widzą swe dzieciństwo dzieci? Może jako labirynt za wysokich mebli, za ciężkich przedmiotów, zbyt odległych miejsc? Jedni chcieliby być znów mali, inni zaś chcieliby natychmiast dorosnąć. A są jeszcze i ci, którzy od zawsze są dorośli, a także ci, w których na zawsze zostaje coś z dziecka...
Jedno jest pewne: "Dzieci to gąsienice, a dorośli to motyle. I żaden motyl nie pamięta, jak to jest być gąsienicą." - jak powiedział Scipio.