8
czerwca 793 roku Wikingowie napadli na Świętą Wyspę Lindisfarne,
wyrżnęli zamieszkujących ją zakonników i zakonnice, a zabudowania
spalili. Następnie ruszyli w kierunku pobliskich osad, paląc
i grabiąc, a część mieszkańców biorąc w niewolę. Fakt ten wstrząsnął
Anglosasami, którym do tej pory wydawało się, że są chronieni
przez morze przed wszelkim niebezpieczeństwem. Nikt nie przypuszczał
również, że spokojni mnisi mogą stać się celem ataku. Kolejne
dwieście lat pokazało, jak bardzo się mylili...
Wokół tego wydarzenia, które tak bardzo zmieniło ówczesny świat,
Nancy Farmer osnuła swoją opowieść o jedenastoletnim Jacku,
uczniu barda z niewielkiej wioski w Northumberlandzie.Chłopiec
zostaje wraz ze swoją pięcioletnią siostrą porwany przez berserkerów
na ich okręt. Udaje mu się uratować siebie i Lucy przed sprzedażą
w niewolę Piktów, bo dowódca okrętu - Olaf Jednobrewy - chce
mieć swojego barda, by ułożył pieśń o jego czynach. Jack nie
wie jeszcze, że płyną na spotkanie o wiele większych niebezpieczeństw
niż tylko praca ponad siły... Będzie musiał zmierzyć się zarówno
ze stworami rodem z legend, nieszczęśliwą i samotną, a przez
to wrogo nastawioną do dobrze traktowanego przybłędy dziewczyną,
jak również sam ze sobą.
To
doskonała książka, w której wydarzenia opisane w sagach skandynawskich
harmonijnie mieszają się z faktami historycznymi, a w to wplatają
się jeszcze losy bohaterów, wymyślonych przez autorkę. Pełno
w niej przygody, walki - czasem nawet bardzo krwawej, a jednocześnie
obfituje w wydarzenia zmuszające do zastanowienia nad nami i
naszą kulturą. Walhalla i niebo chrześcijańskie, i jeszcze Norny
- przesłanie, że nasze życie będzie takie, jakie sami sobie
wybierzemy... Postawa Jacka, podporządkowanie się poczuciu odpowiedzialności
za młodszą siostrę tylko dlatego, że słabsza i z miłości po
prostu - to zadziwia, ale i zachwyca. A mnie dodatkowo sprowokowało
do pytania, czy mój syn również byłby gotów do poświęceń na
rzecz swojej małej siostry.
Cieszy, że nie ma tu poza Frith postaci jednoznacznie negatywnej.
Wikingowie rabują, ale też wypływają na wyprawy kupieckie -
są ludźmi morza, taką mieszanką piratów i kupców; ich okrucieństwo
równoważą sceny oczekujących na powracających z wyprawy członków
ich rodzin, sceny powitań i pożegnań, opłakiwania bliskich,
którzy zginęli na wyprawie. Na tym tle nie dziwi więc, że chłopca
smuci śmierć Olafa, mimo, że to właśnie przez niego został wzięty
do niewoli.
Odwrotnie trolle: dla Jacka są bardzo uprzejme i pomocne w jego
wyprawie, ale Runa uświadamia mu, że to tylko z racji niecodzienności
misji chłopca. Bo trolle są po prostu dzikie, choć honorowe.
Innym razem, w innej sytuacji to będą wrogowie.
To nie jest jednoznaczna czarno - biała bajka, gdzie zło jest
zawsze brzydkie, odstręczające i w końcu przegrywa, a dobro
piękne i niezwyciężone. Równowaga: "Życie i śmierć toczą
nieustanną bitwę. Na tym świecie szczęście nie może istnieć
samotnie."- tak odpowiada Jackowi stary wojownik na zarzut,
że to niesprawiedliwe żyć w poczuciu zagrożenia, tymczasowości.
Mógłby jeszcze dodać, że szczęścia i harmonii należy szukać
w sobie, wtedy nie są one zależne od wydarzeń wokół nas.
Autorce
należy się ogromne uznanie za prostotę opowieści, którą udało
jej się zachować mimo nagromadzenia postaci, tłumaczowi za wspaniały
przekład- w zgodzie zarówno z rytmem sag, jak i ze współczesnym
językiem. Bez wahania podsunę tę książkę do czytania mojemu
trzecioklasiście, choć to prawie czterystustronicowy wolumin.
Żywy język i wartka akcja powodują, że nie czuje się tej objętości
podczas czytania.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że drugi
tom będzie równie dobry, bo w moim odczuciu pani N. Farmer może
się okazać godną następczynią R. R. Tolkiena...