Tim jest dziewięcioletnim chłopcem, spokojnym, a nawet nieco fajtłapowatym. Lubi czytać i rozwiązywać problemy logiczne i matematyczne. Nie lubi natomiast ćwiczeń fizycznych, gier terenowych itp. Gdy więc ojciec zapisuje go na letni obóz - Tim jest zrozpaczony... Wakacje jawią mu się w czarnych barwach. A może nie będzie aż tak źle, jak to sobie wyobraża chłopiec ?
Ta cienka książeczka o przygodach wakacyjnych jest lekka i przyjemna, a jednocześnie pełna otuchy, zwłaszcza dla dzieci uważanych za nieśmiałe, trudno nawiązujące kontakt z rówieśnikami. Kiedy się ją czyta, okazuje się, że nic nie jest takie, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje: twardziele sypiają z ukochanymi przytulankami i boją się myszy i gąsienic, mięczaki okazują wytrwałość w dążeniu do celu oraz spryt; każdy potrafi czymś zaskoczyć, jeśli mu tylko na to pozwolić. Mała książeczka w prosty sposób mówiąca o tym, że każdą trudność da się pokonać, każdy człowiek ma jakieś czułe miejsce (nawet ten największy twardziel i najdzielniejszy bohater) i każdy ma jakąś mocną stronę - nawet ten, którego uważają za największego fajtłapę.
To krótkie opowiadanie zasługuje, by wpisać je na listę książek uczących, jak sobie radzić i jak nie dać się zaszufladkować. Pani J. Wilson świetnie udowadnia: nie znasz siebie, więc nie skazuj się na niepowodzenia. Może się jeszcze okazać, że to Ty będziesz najważniejszy, Ty i Twoje umiejętności, mimo, że nikt ich nie doceniał, a może nawet wyśmiewał...
Jest to opowieść dla 7-latków i starszych - z racji niewielkiej ilości tekstu przeczyta ją bez trudu nawet dziecko dopiero zaczynające samodzielnie sięgać po książki.
A może jest to również książka dla rodziców: o tym, że dziecko wcale nie musi stanowić kopii nas samych z dzieciństwa - ma całkiem inne marzenia, umiejętności. I nie ma miejsca na "Ja, w Twoim wieku"... I nie ma co rozpamiętywać jego porażek, a należy się cieszyć sukcesami.
Przypomina mi to zakończenie roku pierwszoklasistów - klasy mojego syna: każde dziecko otrzymało nagrodę, każde zostało za coś wyróżnione. Były nagrody za bardzo dobre oceny, inne za uzupełnianie kroniki klasowej, a jeszcze inne za spokojne i grzeczne zachowanie na lekcjach. To były tylko kolorowe kotyliony, ale nigdy nie zapomnę dumy na twarzach tych dzieci i ich rodziców...