Uznałam, że nasz przedszkolak mógłby zacząć poznawać literki. Pomyślałam, że dobrym sposobem będzie zakupienie książki - alfabetu. Z kilku dostępnych pozycji wybrałam "Niesforny alfabet" Grzegorza Kasdepke.
Lubię poczucie humoru tego autora i lubią je też moje dzieci. Historyjki, każda przyporządkowana jednej literze alfabetu, są krótkie i fantastycznie niedorzeczne, choćby ta (jedna z ulubionych córki) o olbrzymie Olku, któremu a to ptak, a to samolot wpadały do oka.
Książkę kupiłam przez internet, więc nie wiedziałam, co dokładnie jest w środku - zaufałam autorowi. Otworzyłam ją i buzia mi się uśmiechnęła.
Zobaczyłam masę malutkich, szczegółowych rysuneczków, które zastępują słowa. Ich wykonawczynią jest Iwona Cała.
Jednak dla mnie ta książka ma pewien mankament... Obrazki są po to, aby dzieci nie znające jeszcze liter czytały razem z nami, wypowiadając słowa, zastąpione rysunkami. A tych rysunków jest mnóstwo! A że dzieci bardzo lubią tak czytać, staje się to po jakimś męczące dla dorosłego czytelnika, który chce płynnie przeczytać tekst. Tak więc myślę, że jest to książka raczej dla tych bardzo cierpliwych dorosłych, którzy lubią zasiąść z dzieckiem i którzy mogą ślęczeć nad jedną kartką, bo lubią czytać nie tylko dziecku, ale i z dzieckiem. Na szczęście u nas w domu jest jeszcze ośmiolatka, która ma te wszystkie dobre cechy czytającego na głos i lubi czytać młodszej siostrze. Tym sposobem załatwiamy wiele spraw naraz: młodsza uczy się alfabetu, starsza nawiązuje kontakt z młodszą, obie zajmują się sobą i książką, a my mamy chwilę spokoju, aby przyrządzić coś słodkiego z innej (bardzo apetycznej) książki Pana Grzegorza "Słodki rok Kuby i Buby".