Wszyscy znamy bajkę o Kopciuszku: zła macocha, piękny królewicz, dobra wróżka - opowiadają o tym kolejne pokolenia tak, jak im opowiadano. Wydawać by się mogło, że o Kopciuszku wszystko już zostało powiedziane i napisane. A otóż niespodzianka: Philip Pullman stworzył tę historię na nowo, pozwalając nam spojrzeć na nią z całkiem innej niż dotychczas perspektywy.
W progu ubogiego domu praczki i szewca staje chłopiec: wystraszony, w zniszczonym i brudnym ubraniu, zagubiony. Jak to w bajkach bywa, małżeństwo przyjmuje go pod dach, ale zaczynają szukać rodziny dziecka. Nie wiadomo, kim jest ani skąd się wziął, nikt go ie zna, a on na wszystkie pytania ma tylko jedną odpowiedź: "Byłem szczurkiem". Zachowuje się przy tym inaczej niż zwykle dzieci, ma dziwne, wręcz zwierzęce odruchy. Czy powodem tego jest choroba, jakieś traumatyczne przeżycie, czy może dziecko rzeczywiście wychowały zwierzęta? A może to mutant, potwór?
Niemal każdy, z kim styka się chłopiec, próbuje wyciągnąć z jego inności jakieś korzyści dla siebie: czy to pałacowy filozof, czy banda złodziejaszków.
Lubię takie książki: opowiadają prostą na pierwszy rzut oka, znaną historię, a wnioski wyciąga się zaskakujące.
Jakie przesłanie nasuwa się po przeczytaniu tej książki dla nas - dorosłych? Może warto się zastanowić, zanim powiemy dziecku: "Kłamiesz"... Prawda bywa, jak widać, bardziej fantastyczna niż wszystkie wymyślone opowieści ;-)
A dzieci? Mnie wystarczył wyraz zdumienia i zachwytu w oczach syna, gdy opowiadał mi fragmenty książki. Na myśli o empatii przyjdzie czas później...