Kim jestem? Hm... Każdy chyba zadał sobie to pytanie co najmniej raz w życiu. Każdy wie, jak wiele jest na nie odpowiedzi. I wszystkie - właściwe, a jedna szczególna i szczególnie ważna: nieistotne, kim jesteśmy dla innych, jeśli obok jest ktoś, kto nas akceptuje tak po prostu, bez pytań i życzeń, kto znajduje w nas coś najwspanialszego do kochania...
Minimum tekstu, a ilustracje tak niezwykłe, że moje czteroletnie dziecko nie mogło się od tej książki oderwać przez kilka dni. Przeglądała, opowiadała, gładziła strony, odnajdywała, ku swej ogromnej uciesze, coraz to nowe szczegóły.

Sugestia czegoś miękkiego i miłego, począwszy od wyklejki, przywodzącej mi na myśl empirowe kanapki. W środku zaś wspomnienie większości z nas, szczególna "przytulanka": kartki wyglądają jak kupony płótna, a na nich guziczki, agrafki, niteczki, wyszywanki. I ta igiełka wpięta w łatkę na końcu... Prawie chciałoby się wziąć ją w palce i szyć dalej. Tak chyba powstawały zawsze te najbardziej kochane maskotki: niezdarne miśki i lale, krzywe poduszeczki - pewnie właśnie dlatego najmilsze, bo naprawdę jedyne i niezastąpione. I chyba tak samo niezastąpiona będzie dla mojego dziecka ta książka, zarówno jako wyraz szczególnej, bardzo chyba osobistej wizji artystycznej autorki, jak i pomost pomiędzy wspomnieniami z dzieciństwa a trudnymi psychologicznymi rozważaniami, które tylko niewielu potrafiło prosto przenieść na papier. Każdy powinien mieć kogoś do kochania i wiedzę o tym, że jest ktoś, kto jego samego kocha - bezwarunkowo.
Policzyłam- dwadzieścia dwa króciutkie zdania, a ile nasuwa się skojarzeń, wspomnień, jak ogromny i różnorodny jest bagaż emocji zawarty w nich i w tych szmatkach wyglądających spośród kartek...Mimo prostej formy i niewielkiej treści to książka również dla dorosłych, zwłaszcza tych, którzy tak jak ja lubią "Małego Księcia".