Z pewnością nie wszystkie dzieci zrozumieją od razu wszystkie słowa, z których zbudowane są te wierszyki. Ale czy my - dorośli, rozumiemy wszystko, co się do nas mówi, np. z ekranu telewizora? A jednak po pewnym czasie, po usilnym wsłuchiwaniu się i wykazując się wielką chęcią zrozumienia, pojmujemy co nieco.
Nasze dzieci, nawet jeśli po wielokrotnym przeczytaniu wierszyków (a na to należy się nastawić), nie zrozumieją wszystkiego, to z pewnością będą miały znacznie więcej radości, niż my, wsłuchując się w głosy płynące z telewizora. Radości, również z nas, łamiących sobie języki na: sz, cz, rz, trzy, wrzy, szcz, szż...
Ponadto przewidująca autorka, z litości prawdopodobnie do rodziców, zamieściła na końcu książeczki niezwykle przydatny słowniczek. Choć, moim zdaniem, mógłby być nieco dłuższy.
Znam kolaże Pani Strzałkowskiej z "Dziecka". Ich urok, jak dla mnie, jest w tym, że powstają "z niczego", ot z jakiejś skórki, kawałka materiału, płatków kwiatka. Myślę, że pokazują też dzieciom, jak mogą same tworzyć śmieszne ludziki, motylki, drzewka z tego, co mają pod ręką.