Kopiowanie i dalsza publikacja w jakiejkolwiek formie tekstów lub ich fragmentów oraz ilustracji
zamieszczonych na stronach serwisu bromba.pl bez wiedzy i zgody właścicieli strony jest złamaniem praw autorskich.

Andersen na nowo odczytywany...

Rozmowa z Bogusławą Sochańską,           
autorką nowego przekładu "Baśni i Opowieści" H.CH.Andersena


 

Mam przed sobą trzy obszerne, pięknie wydane księgi. To musiało być niesamowite - prawie jak napisanie na nowo jakiejś od dawna znanej wszystkim historii...
Czym dla Pani była praca nad tym przekładem? Jakie były główne założenia?

           Starałam się oddać ducha Andersena - pokazać rzeczy, które, wydaje mi się, że pozostają troszkę u nas nieznane, nieodkryte, na przykład jego bardzo specyficzny humor, skłonność do zabawy słowem. Te teksty mają ogromne walory literackie, a ja podchodziłam do nich nie jak do bajek dla dzieci, tylko właśnie jak do poważnych tekstów literackich. Bo one mają podwójnego adresata, ostatnio wreszcie się o tym dużo mówi. W różnych baśniach czy opowieściach ten drugi, dorosły adresat jest mniej lub bardziej czytelny, ale zawsze istnieje.
W moim przekonaniu Andersen pisał przede wszystkim dla dorosłych, ale w centrum jego uwagi pozostawało dziecko jako istota nieskażona konwenansem, normami społecznymi, istota o ogromnej świeżości odbioru, zdolna do przeżywania świata w sposób autentyczny i potrafiąca to okazać.
          
To jest proza w wysokim stopniu aluzyjna - tekst kierowany do adresata dorosłego kryje się właśnie w aluzjach, często wyrażających krytykę przywar człowieka dorosłego właśnie. Oczywiście były one odczytywane w dużej części w Polsce wcześniej, bo krytyka dorosłego to jest jeden z ważnych tematów Andersena, łatwy do odczytania, ale część tej krytyki zamazywano w przekładach, prawdopodobnie dlatego, że uważano, że nie można dzieciom w takim świetle ukazywać dorosłych. Doroślejąc, tracimy zdolność do cieszenia się życiem, światem, tymi drobnymi, prostymi rzeczami, które nas otaczają. A Andersen pięknie potrafił mówić, że słońce jest dla wszystkich, że kwiaty są dla wszystkich, ptaki śpiewają dla wszystkich. Problemy dorosłego człowieka przesłaniają te źródła radości i szczęścia, które on dostrzegał w różnych aspektach otaczającego nas świata, dlatego stawiał dorosłym czytelnikom jako wzór dziecięcą wrażliwość. Ja tak to u niego odczytuję. Andersen wskazuje, że taka wrażliwość - mówiąc skrótem - otwiera drogę do wiecznego szczęścia po śmierci. Okazuje się, że ta chrześcijańska przecież wizja odpowiada ludziom na wszystkich kontynentach, wywodzącym się z różnych kultur i z różnych religii (zaskakuje, że Andersen jest chyba najbardziej popularny w Chinach, no, może po Polsce).
To są bardzo poważne tematy, ukryte w tych pięknych baśniach i opowieściach wymyślonych w niezwykły sposób także jeśli chodzi o formę, co również starałam się wydobyć, a co było w dużym stopniu nieobecne w dawnych przekładach choćby dlatego, że utwory te tłumaczono przez języki trzecie.

Na ile przekład różni się "technicznie" od tych poprzednich dla przeciętnego czytelnika, który przywiązał się do starych wydań ?

          Opowieść pozostaje tą samą opowieścią, mam nadzieję, że inna jest jakość literacka, że bardziej malarskie są malowane przez Andersena obrazy, że ta proza jest bardziej muzyczna i bardziej poetycka. Starałam się tłumaczyć jak najwierniej, oddać to, czego często tłumacze dawniej nie potrafili pokazać, jak choćby komentującej funkcji języka ptaków, i to czego nie potrafili odczytać: zabawy podwójnością znaczeń i w ogóle zabawy słowem - Andersen to uwielbiał. Mam na przykład nadzieję, że wreszcie skończy się jednowymiarowe interpretowanie Księżniczki na ziarnku grochu, bo jeśli poprawnie przetłumaczyć ostatnie zdanie tej baśni ("Widzicie, to dopiero była historia!", zamiast śmiertelnie serio: "Widzicie, to była prawdziwa historia!"), przy pomocy którego Andersen w charakterystyczny dla siebie, przewrotny sposób stawia znak zapytania wobec sensu tego, co właśnie opowiedział, to widać jak na dłoni, że pisarz wcale nie wykłada nam na serio, że prawdziwa księżniczka to osoba wrażliwa na niewygody, ba, wydaje się, że każe nam wręcz zastanowić się nad właściwym sensem określenia "prawdziwa księżniczka".
Innym przykładem na niezrozumienie intencji pisarza może być baśń Szmaty, która została przetłumaczona w 1931 roku pod tytułem Gałgany. Pod duńskim odpowiednikiem tych słów kryją się typy ludzkie -o skłonnościach nacjonalistycznych, pełne pychy i pogardy dla innych, i tutaj operując określeniem "szmaty" można wydobyć to, co Andersen chciał pokazać, podczas kiedy określenie "gałgany" nic nie daje, tego drugiego dna nie odkrywa.
          Poza tym starałam się przywrócić naturalny dialog Andersena. Dialog w poprzednich przekładach jest bardzo ugrzeczniony, uładzony, salonowy, taki jakiego - jak sadzę - uważano, że należy uczyć dzieci, nie ma w nim naturalności, codziennego, zwyczajnego języka, bo baśnie miały w przekonaniu tłumaczy pełnić funkcję dydaktyczną, a tymczasem są to przecież utwory literackie najwyższej próby. Oczywiście robiłam to na tyle, na ile to jest możliwe w polszczyźnie, bo polszczyzna pisana niechętnie toleruje pełną swobodę.
          Nie zmieniałam imion przyjętych w naszej tradycji, jak na przykład Calineczka, ale dokonałam zmian tam, gdzie były błędy w przekładzie. Na przykład poprawiłam tytuł baśni Pierwiosnek na Przebiśnieg, Imbryk na Dzbanek do herbaty, ołowianego żołnierzyka na cynowego. Zmieniałam też takie drobiazgi jak "czerwone trzewiczki" na "czerwone buciki" - archaizowanie nie ma dziś uzasadnienia, skoro rzeczownik z czasów Andersena jest tym samym, który dzisiaj funkcjonuje w języku duńskim na określenie butów. Inny przykład: baśń zatytułowana dawniej Skoczki w moim przekładzie nosi tytuł Amanci, bo takie jest w istocie znaczenie oryginalnego tytułu, nawiasem mówiąc nie mam pojęcia, co słowo "skoczki" oznacza po polsku.

A jak było z fragmentami poezji? Czy jest Pani również autorką przekładów wierszy?

          Oczywiście. Uważam, że były one troszeczkę po macoszemu traktowane w kolejnych przekładach, bo tak naprawdę stosunkowo rzadko są adresowane do dzieci - to są często cytaty z poezji duńskiej romantycznej albo jeszcze wcześniejszej, cytaty z utworów innych poetów, które należało przetłumaczyć porządnie, tak jakby się tłumaczyło tego właśnie poetę, a nie próbowało przypodobać dziecięcemu czytelnikowi polskiemu.
Zresztą w tym wydaniu takie i inne miejsca są opatrzone przypisami informującymi o źródłach, wyjaśniającymi do czego pisarz się odwołuje czy odnosi, dlaczego pisze tak, a nie inaczej. Mnóstwo jest u niego odniesień do Biblii na przykład. To wszystko jest wyjaśnione w przypisach redaktorów duńskiego wydania, które przetłumaczyłam, ale starałam się też dodać wyjaśnienia, które mogą polskiemu czytelnikowi ułatwić zrozumienie kontekstów kulturowych i historycznych, sporządziłam także noty pokazujące historyczną recepcję poszczególnych baśni w naszym kraju - tytuły, autorów i pierwsze wydania poprzednich przekładów. Czytelnik znajdzie poza tym informacje dotyczące okoliczności pierwszego ukazania się drukiem wszystkich utworów, a także tytuły oryginalne.

Czy to jest jakieś nowe wydanie duńskie, to na którym się Pani opierała?

          Tak, to jest krytyczne wydanie, jubileuszowe, związane z 2005 rokiem - rokiem Andersena. Jego duński oryginał stanowi część 18-tomowego wydania dzieł wszystkich pisarza.

Czyli praktycznie wszystkie przypisy odnoszą się do wiedzy współczesnego człowieka. Myślę, że niezależnie ile kto ma w domu poprzednich wydań Andersena, to wydanie może stanowić klamrę, spinającą je wszystkie, właśnie z racji całej otoczki, wszystkich tych przypisów, wiadomości...

          Tak, szczególnie, że zebranie większości z nich byłoby prawie niemożliwe dla zwykłego czytelnika. Są tutaj także teksty krytyczne, wprowadzające czytelnika w twórczość Andersena, jak esej profesora Uniwersytetu Kopenhaskiego, Klausa P. Mortensena. Są też cztery teksty samego Andersena o okolicznościach powstawania poszczególnych baśni, pierwszy raz przełożone na polski - cztery jego wstępy do czterech różnych edycji baśni wydanych za jego życia. On opisuje to w taki dość suchy sposób, ale jest to bardzo interesujące. No i jest dziewięć utworów dotąd nie tłumaczonych na język polski.
Ale wydanie to zawiera też teksty duńskich autorów informujące o twórczości plastycznej Andersena. Jego niezwykle wycinanki, które zdobią to wydanie, nie powstawały jako ilustracje do konkretnych baśni, są zamieszczone w tych trzech tomach podobnie jak utwory literackie chronologicznie, w miarę jak powstawały. I każdy tom zawiera szczegółowe informacje: opisy, tłumaczenia zamieszczonych na nich rymowanek, okoliczności powstania.
          To jest książka, z której można czytać dziecku utwory (bo niektóre są z całą pewnością przede wszystkim dla dzieci, jak choćby Calineczka), ale niektóre są bardziej do opowiadania niż do czytania - jak, moim zdaniem, Dzikie łabędzie. To bardzo długa, literacko niezwykle piękna baśń. Ale moje dzieci wolały, żebym im ją opowiadała, a nie czytała.
Myślę, że mój przekład nie jest taki słodki, lukrowany, jest po prostu wierniejszy oryginałowi. Sądzę, że to wydanie może zaspokoić wszelkie potrzeby kontaktu z Andersenem, że wielu dorosłych może go odkryć dla siebie po raz drugi, przy czytaniu swoim dzieciom.
Sądzę, że wielkim walorem tych książek jest ich szata graficzna i wspomniane wycinanki Andersena, które są stosunkowo mało znane w Polsce i dla wielu czytelników na pewno będą wielkim odkryciem - to w ogóle jest pierwsze u nas wydanie tak obszerne, opatrzone taką ilością przypisów i komentarzy, a przy tym bardzo solidne i piękne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.


BOGUSŁAWA SOCHAŃSKA

Po ukończeniu studiów na wydziale Filologii Duńskiej UAM, podjęła pracę dydaktyczną w Katedrze Skandynawistyki tegoż uniwersytetu. Po około 15 latach przerwała pracę naukową i wyjechała na placówkę dyplomatyczną RP do Danii.
Po powrocie objęła stanowisko dyrektorki Duńskiego Instytutu Kultury w Polsce.
Ma za sobą wiele lat praktyki translatorskiej. Jest m.in. autorką przekładu książek Janiny Katz, znakomitej duńskiej pisarki, urodzonej w Krakowie (Moje życia barbarzyńcy, Opowieść dla Abrama).