Wywiad z Markusem Zusakiem autorem książki "Złodziejka książek" |
![]() Foto: Markus Zusak (C) Bronwyn Rennex |
Jak zostałeś pisarzem? Gdy byłem dzieckiem, chciałem zostać malarzem pokojowym, jak mój ojciec, ale kiedy mu pomagałem, zawsze udawało mi się coś nabroić. Miałem prawdziwy talent do przewracania puszek z farbą i wymalowywania siebie od stóp do głów. Dość szybko też zorientowałem się, że malowanie mnie nudzi. Jako nastolatek przeczytałem kilka książek, które całkowicie wciągnęły mnie w swój świat; były to między innymi Stary człowiek i morze i Co gryzie Gilberta Grape'a. Kiedy je przeczytałem, pomyślałem to jest właśnie to, co chciałbym robić. Minęło siedem lat, zanim ukazała się moja pierwsza powieść, a po drodze doświadczyłem niezliczonych porażek, ale cieszę się, że te niepowodzenia się zdarzyły i że wielokrotnie odrzucano moje teksty. Dzięki temu zrozumiałem, że to, co wtedy tworzyłem, nie było dość dobre - musiałem więc popracować nad warsztatem. Czy masz ustalony rytm pracy? Pracuję zasadniczo według dwóch planów. Pierwszy to plan "nieleniwy", kiedy wstaję i piszę mniej więcej od siódmej rano, teoretycznie do wpół do dwunastej. Zwykle jednak kończę około dwunastej, dwunastej trzydzieści (w tym czasie robię też sobie przerwy na nicnierobienie). Potem mam długą przerwę i siadam do pracy jeszcze na kilka godzin po południu. "Leniwy" plan zwykle zakłada rozpoczęcie o dziesiątej i dłuższą pracę po południu. Co robisz, kiedy chcesz odpocząć od pisania? Ponieważ mieszkam w Sydney, postanowiłem znów spróbować surfingu. Jednym z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa jest pokonanie pierwszej większej fali - brat dopingował mnie z brzegu. Wiele lat później zacząłem znowu i naprawdę mi się to podoba - pod warunkiem, że fale są raczej niewielkie. Oglądam też mnóstwo filmów, zwłaszcza gdy mam problem z historią, nad którą pracuję. Lubię oglądać wciąż te same od początku, bo wówczas mogę jednocześnie rozmyślać nad powieścią. Na koniec powiedz mi, skąd czerpiesz pomysły? Kiedyś kłamałem, odpowiadając na to pytanie, ale teraz już wiem. I specjalnie dla polskich czytelników... Jak wpadłeś na pomysł napisania Złodziejki książek? Idea powieści polega na wykorzystaniu historii rodzinnych, postawieniu Śmierci w roli narratora oraz na pomyśle kradzieży książek w nazistowskich Niemczech.
Dorastałem w Sydney, ale za każdym razem, kiedy rodzice opowiadali swoje historie, jakaś część Europy wkraczała do naszej kuchni. Opowiadali o miastach w ogniu i ludziach, którzy sprzeciwiali się Hitlerowi, zarówno w wielkich, jak i małych sprawach. Na wiele sposobów to właśnie te opowieści zrobiły ze mnie pisarza. Zawsze, kiedy jestem pytany o pracę badawczą dotyczącą Złodziejki książek, odpowiadam, że świat z powieści był w mojej głowie, tak jak pierwszy język, którym się posługujemy. Wystarczyło tylko sięgnąć po niego. Mam po prostu szczęście, że rodzice nie tylko znali niezwykłe historie, lecz także umieli opowiedzieć je w sposób piękny i pełen znaczenia. Jak przygotowywałeś się do napisania tej niezwykłej powieści? Na początku skupiłem się na sprecyzowaniu stylu, jakiego chciałbym użyć. Decyzja o postawieniu Śmierci w roli narratora dała mi swobodę pisania dokładnie tak, jak chciałem. Sprawiłem więc, że Śmierć mówi o niebie i drzewach w taki sam sposób, jak o ludziach, nieprzedmiotowo. Chciałem, byśmy poczuli, że Śmierć, niebo, ziemia i my sami stanowimy fragmenty jednej całości. Spodobał mi się również pomysł użycia niezwykłych wyobrażeń. Narracja Śmierci pozwoliła mi na rozciąganie pewnych obrazów nieco poza ich granice. Właśnie dlatego używałem takich sformułowań, jak "żona burmistrza pijana przeczuciem". Pytano mnie, czy jest to pomyłka drukarska; podoba mi się jednak założenie, że słowa służą nie tylko osiąganiu jakiegoś celu, lecz także przyjemności oraz zabawie. W ramach przygotowań czytałem również wiele książek związanych z tematem, robiłem wywiady, odwiedzałem muzea i udałem się do Monachium, aby moje poszukiwania były jak najbardziej pogłębione. Myślę jednak, że największy wysiłek polegał na odpowiednim przedstawieniu bohaterów. Nie było moim zamiarem wykazanie, jak wiele wiem na temat nazistowskich Niemiec. Chciałem tylko zaprezentować opowieść, jej postacie oraz ich świat najlepiej, jak potrafię. Czego dowiedziałeś się o Polsce podczas pracy nad Złodziejką książek? Czy chciałbyś coś przekazać polskim czytelnikom? Trafiło mi się to szczęście, że połowa mojej rodziny jest polska - ożeniłem się z dziewczyną, która mieszkała w Warszawie do 8. roku życia. Dowiedziałem się zatem wielu rzeczy na temat Waszego kraju, zarówno ogólnych, jak i dotyczących Polaków podczas II wojny światowej. Odwiedziłem miejsce, w którym kiedyś znajdowało się warszawskie getto, słyszałem opowieści o sprzeciwie i wytrwałości w obliczu strasznych czasów. Czytelnikom mogę powiedzieć jedynie, że jestem zaszczycony wydaniem w Polsce mojej książki, i dziękuję Wam, że daliście jej szansę.
Dziękujemy Wydawnictwu Nasza Księgarnia za udostępnienie materiałów przedstawionych na tej stronie |