W moim domu jest jak u Pettsona... Sven Nordqvist opowiada o kotach, |
![]() |
Jest Pan z wykształcenia architektem. Jak to się stało, że zaczął Pan ilustrować i pisać książki dla dzieci? Właściwie zawsze chciałem być rysownikiem, ale nie dostałem się do żadnej szkoły artystycznej, ukończyłem więc szkołę dla architektów. Ale już w wieku 15-16 lat zdecydowałem, że zostanę rysownikiem, więc ćwiczyłem, dużo rysowałem i kiedy skończyłem szkołę architektoniczną, po prostu zacząłem pracować właśnie jako rysownik - freelancer. Czy to od początku były ilustracje do książek dla dzieci? Nie - najpierw były to reklamy, plakaty, podręczniki, karty okolicznościowe. Następnie wygrałem konkurs na książkę z obrazkami dla dzieci i od tego momentu rysowałem już tylko dla dzieci. Ale to była książka autorska, czy też były to ilustracje do cudzego tekstu? Cała książka - mój był zarówno tekst, jak i ilustracje. Jaką rolę odegrały Pana dzieci przy pisaniu książek? Na początku żadnej: kiedy powstawała pierwsza książka, moje najstarsze dziecko miało się dopiero urodzić, ale później - dzięki obserwacji ich życia było mi łatwiej wymyślać historie i po prostu je spisywać, dużo łatwiej niż teraz. Czy to, że zaczął Pan od książki autorskiej miało jakiś wpływ na postrzeganie Pana jako ilustratora? Zetknęłam się z opinią, że jeżeli ilustrator chce poważnie zaistnieć, to musi wydać książkę autorską. Czy w Szwecji wygląda to podobnie? Przeciwnie. W Szwecji najbardziej znani twórcy są jedynie ilustratorami. To właściwie jest dosyć niezwykłe, że i pisze się, i ilustruje.
Ilustruje Pan również książki innych autorów. Czy łatwiej tworzyć książkę autorską, czy ilustrować cudzy tekst? Wolę ilustrować własne książki - mam wtedy pełną wolność, sam ponoszę odpowiedzialność. Z drugiej strony bardzo trudno jest pisać, więc też cieszę się, kiedy mogę tego uniknąć.
Mam więc pytanie związane właśnie z ilustracjami: skąd biorą się pomysły tych dziwnych urządzeń występujących w tle w "Findusie i Pettsonie" - na przykład imadło z ręką czy inne dziwne urządzenia mechaniczne? W domu Pettsona wygląda bardzo podobnie jak w moim domu, sam też lubię majsterkować, różne rzeczy sobie składać, budować i po prostu wiele tych rzeczy, które narysowałem, jest u mnie. Rozglądam się po mieszkaniu i tak sobie wymyślam, składam to... Czy te przedmioty Pana konstrukcji też są takie szalone jak te na obrazkach, na przykład lampka w kształcie palmy kokosowej z żarówkami-orzechami albo szafki na płozach?! Ta lampa to akurat bardzo dobry przykład. Ale oczywiście przesadzam trochę przy rysowaniu - kiedy zaczynam pracę, to kreślę najpierw główną sytuację, wymyślam jakby zarysy, a potem zajmuję się detalami, czyli zaczynam coś tam dorysowywać. Czasami to się rozwija w bardzo nieoczekiwaną rzecz, bo chcę, żeby to było fajne, ciekawe, żeby zaskakiwało. Taki typ narracji obrazkowej, kiedy ta sama postać na jednej ilustracji istnieje jakby w różnym czasie... jak to jest przyjmowane, jak to było przyjmowane na początku? Czy ludzie się z tym od razu godzili, czy też była dyskusja na temat zrozumienia takiego zabiegu przez dzieci? Zauważyłem, że rzeczywiście czasami dzieci na początku nie rozumieją tego, że naprawdę to jest jedna postać w ruchu. Sam byłem świadkiem, jak dziecko pytało, czy jest tylko jeden Findus, czy jest ich więcej, jak na obrazku. Ale jednocześnie dzieci szybciej, łatwiej rozumieją takie zabiegi, bo nie mają wdrukowanych jakichś sztywnych wzorców, że powinno być tylko tak, a nie może być inaczej. Poza tym przecież zazwyczaj dzieci czytają książkę z dorosłymi, więc trzeba im to wytłumaczyć, jakby nauczyć dzieci czytać ilustracje. Jest Pan członkiem Szwedzkiej Akademii Literatury Dziecięcej. Czym się zajmuje Akademia? Czy jej rola jest bardziej edukacyjna, mająca trafić do dzieci i rodziców, czy jest to także pomoc autorom w tym, żeby oni w jakiś sposób wybili się, zyskali popularność? Bardziej chodzi tutaj o wywieranie wpływu, na przykład takie lobbowanie w rządzie: kiedy na przykład ktoś chce zamknąć bibliotekę ważną z naszego punktu widzenia, a może mniej ważną z punktu widzenia gminy, to staramy się przeciwdziałać. Inną rolą Akademii jest wspieranie: na przykład jeśli chodzi o pracę, czytelnictwo tak ogólnie. Czasami mamy seminaria, na przykład dwu-trzydniowe w jakimś mieście, przeznaczone głównie dla nauczycieli przedszkolnych, szkolnych, dla bibliotekarzy, spotykamy się z dziećmi w szkołach, mówimy właśnie o literaturze dziecięcej. Dziękuję za bardzo interesującą rozmowę. |